W Polsce, po przerwie spowodowanej pierwszą falą epidemii COVID-19, kibice wrócili na stadiony piłkarskie w czerwcu, kiedy zezwolono na wypełnienie trybun w 25 procentach. W niektórych regionach kraju możliwe było wypełnienie nawet połowy miejsc, ale od połowy października, kiedy nastąpił znaczny wzrost zakażeń, wszelkie rozgrywki sportowe toczą się bez udziału publiczności.
Kluby wyraźnie podkreślają, że obecność fanów na trybunach to coś więcej niż sam aspekt finansowy, ale też w dobie pandemii liczą każdą złotówkę dwukrotnie.
Wisła Kraków
Wisła Kraków - grając przy zamkniętych trybunach - za wynajem na mecz Stadionu Miejskiego im. Henryka Reymana płaci 33 tys. zł. netto. W momencie udostępnienia go publiczności ta kwota będzie proporcjonalnie wyższa, np. przy możliwości wypełnienia trybun w połowie wyniosłaby 69 tys. zł.
Rzeczniczka prasowa klubu Karolina Biedrzycka przyznała, że na podobnym poziomie kształtują się pozostałe koszty organizacji meczu, w tym zabezpieczenia obiektu, sprzątania i innych koniecznych działań.
- tłumaczyła.
Biedrzycka podkreśliła, że w przypadku otwarcia obiektu w 25 procentach, więcej niż połowę limitu wykorzystają posiadacze sezonowych karnetów, a do wolnej sprzedaży trafi ledwie niewielka liczba wejściówek.
– nadmieniła rzeczniczka prasowa Wisły.
Cracovia
Z kolei w Cracovii zapewniają, że na ewentualny powrót kibiców na trybuny nie patrzą pod kątem strat lub zysków finansowych.
– powiedział rzecznik prasowy klubu Przemysław Staniek.
Śląsk Wrocław
Śląsk Wrocław nie ukrywa, że koszty organizacji meczów bez udziału publiczności są znacznie niższe, ale puste trybuny to nic dobrego.
– przekazał rzecznik prasowy wrocławskiego klubu Tomasz Szozda.
Na Oporowskiej liczą, że kibice niebawem wrócą na trybuny, chociaż zdają sobie sprawę, iż będzie się to wiązać z zachowaniem pewnych restrykcji sanitarnych.
– podsumował Szozda.
Podbeskidzie Bielsko-Biała
Dokładne wyliczenia dot. kosztów organizacji meczu i ich zestawienie z obecnością kibiców przedstawiło Podbeskidzie Bielsko-Biała.
- poinformował rzecznik prasowy klubu Marcin Zarębski i dodał, że taki pułap można osiągnąć przy zajęciu czwartej części trybun.
- powiedział.
Jak dodał, obecność widzów ma też niewymierny charakter. - wskazał Zarębski.
Po raz ostatni fani "Górali" mogli oglądać na stadionie swoich ulubieńców w akcji 3 października. Wówczas Podbeskidzie pokonało PGE FKS Stal Mielec 1:0. Na trybunach zasiadło 2 987 kibiców. Trzeba jednak podkreślić, że bielszczanie jesienią grali słabo, a po udanym początku drugiej części sezonu można podejrzewać, że bilety rozchodziłyby się teraz jak ciepłe bułeczki.
Lech Poznań
Rekord frekwencyjny w tym sezonie ekstraklasy należy do Lecha Poznań. Wrześniowe derby stolicy Wielkopolski z Wartą przy Bułgarskiej obejrzało ponad 17,5 tysiąca kibiców. Jak powiedział rzecznik prasowy "Kolejorza" Maciej Henszel, takich meczów, na których klub realnie zarabiał, było jednak niewiele.
– tłumaczył.
Henszel zwrócił uwagę, że spora grupa fanów posiadających karnety nie skorzystała z nich, mimo dostępności stadionu.
– ocenił.
Lech jesienią musiał obejść się smakiem, jeśli chodzi o wpływy z biletów na pojedynki w Lidze Europy. Klub już szykował się do uruchomienia sprzedaży (na mecz z Benficą Lizbona przygotowano ok. 10 tys. wejściówek), ale nawrót pandemii COVID-19 sprawił, że wicemistrz Polski grał bez publiczności.
- wspomniał rzecznik "Kolejorza".
Warta Poznań
Jego lokalny rywal - Warta - podejmuje ligowych rywali w Grodzisku Wielkopolskim, oddalonym od Poznania o ok. 50 kilometrów. W rundzie jesiennej odbyły się tam dwa spotkania z udziałem publiczności. Mecz z Lechią Gdańsk obejrzało ok. 2400 osób, a z Piastem Gliwice – 1900. Jak powiedział rzecznik prasowy beniaminka Piotr Leśniowski, mimo wypełnienia pięciotysięcznego stadionu prawie w połowie, klub nie zarabiał na sprzedaży biletów.
– powiedział.
Jak dodał, klub nie może jednak patrzeć na kwestię kibiców na trybunach z perspektywy finansowej.
– zauważył.
Górnik Zabrze
Dariusz Czernik, prezes Górnika Zabrze, którego nowy stadion może pomieścić 24 tys. kibiców, uważa, że temat należy rozpatrywać w dwóch aspektach.
- powiedział Czernik.
Zaznaczył jednak, że o jakimkolwiek zarobku czy choćby nawet tylko pokryciu kosztów można w Zabrzu mówić dopiero wtedy, kiedy na stadionie jest nieco ponad 10 tysięcy widzów.
- podsumował Czernik.