Polacy przegrali bardzo ważny mecz z Holandią, a decydującego gola stracili niemal równo z końcową syreną. Po tej porażce w grupie piątej eliminacji mistrzostw Europy spadli na trzecie miejsce. Prowadzi Słowenia przed Holandią. Bezpośredni awans na Euro wywalczą dwa pierwsze zespoły z każdej grupy oraz cztery z trzecich pozycji z najlepszym bilansem.

Reklama

Polacy od samego początku mieli ogromne problemy z grą w ataku. Najpierw z wypracowaniem sobie czystej sytuacji rzutowej, a jak już w kolejnych fragmentach spotkania poprawili się w tym elemencie, to albo fatalnie pudłowali, albo na drodze stawał Bart Ravesbergen. Wystarczy tylko wspomnieć, że w pierwszej połowie na 11 goli, tylko siedem razy trafili z gry.

Rywale nie potrafili wykorzystać kłopotów biało-czerwonych i wynik cały czas oscylował wokół remisu, bo w przeciwieństwie do ataku, Polacy świetnie spisywali się w defensywie. Do tego w bramce ekipy trenera Patryka Rombla kolejny raz klasą samą dla siebie był Adam Morawski.

W nieco lepszej sytuacji do przerwy mogli być Holendrzy, którzy prowadzili 11:10, ale piłkę mieli Polacy. W ostatnich sekundach przed zejściem do szatni przeprowadzili chyba najlepszą akcję w pierwszych 30 minutach, Kamil Syprzak znalazł się w idealnej sytuacji i pewnie trafił do siatki.

Drugą połowę Polacy zaczęli obiecująco, bo nie minęły dwie minuty, a już mieli na koncie dwa gole. Kilka chwil później Morawski odbił piłkę, ale jego koledzy z pola nie wykorzystali szansy na podwyższenie wyniku. Holendrzy też popełnili błąd w ataku i po szybkiej akcji i trafieniu Szymona Sićki gospodarze wygrywali 14:12. Kilka chwil później rozgrywający polskiej reprezentacji znowu się przedarł przez defensywę rywali i zrobiło się 15:12.

To był dobry fragment gry biało-czerwonych, ale tylko fragment. W 40. minucie na rzut przez całe boisko zdecydował się Dani Baijens wykorzystując, że polska bramka była pusta i ponownie na tablicy wyników widniał remis (17:17). Przy stanie 20:20 Holendrzy grali w przewadze i świetnie ten okres wykorzystali, bo odskoczyli na 22:20. Była to pierwsza sytuacja w tym meczu, kiedy goście prowadzili różnicą dwóch goli. Biało-czerwoni szybko zdołali odrobić straty i po raz kolejny był remis (22:22).

Na sto sekund przed końcem był remis 26:26 i piłkę mieli goście. Rewelacyjny Kay Smits po raz kolejny się przedarł przez polską defensywę, ale się poślizgnął przy rzucie i Morawski miał ułatwione zadanie, aby odbić piłkę. Teraz to Polacy byli bliżsi wygranej. Po rozegraniu akcji po obwodzie na rzut zdecydował się Sićko, ale bramkarz Holandii udanie interweniował. Goście mieli piłkę i osiem sekund na rozegranie akcji. Zrobili to nie tylko skutecznie, ale bardzo efektownie i Kay Smits z wyskoku dał wygraną swojej drużynie.

Kolejny mecz podopieczni Patryka Rombla rozegrają 29 kwietnia, a rywalem będzie Słowenia.

Polska – Holandia 26:27 (11:11)
Polska: Adam Morawski – Michał Daszek 6, Michał Olejniczak 4, Szymon Sićko 4, Przemysław Krajewski 4, Maciej Gębala 5, Rafał Przybylski, Piotr Chrapkowski, Maciej Pilitowski 1, Dawid Fedeńczak, Dawid Dawydzik, Kamil Syprzak 2, Jan Czuwara. Kary 8 minut
Holandia: Bart Ravesbergen, Mark van den Beusken – Iso Sluijters, Luc Steins 7, Bobby Schagen 2, Ivo Steins 3, Robin Schoenaker, Kay Smits 10, Jeffrey Boomhouwer, Dani Baijens 3, Jors Smits, Rutger Ten Velde 2, Ephrahim Jerry, Niels Versteijnen. Kary 6 minut
Sędziowali: Fabian Baumgart i Sascha Wild (Niemcy)