Dziennik Gazeta Prawana logo

Marchwiński wyciągnął Lecha z kłopotów. Zaliczył asystę i gola w meczu ze Stalą [WIDEO]

23 września 2023, 23:18
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Piłkarz Lecha Poznań Filip Marchwiński (C) i Mateusz Matras (L) z PGE FKS Stali Mielec podczas meczu Ekstraklasy
Piłkarz Lecha Poznań Filip Marchwiński (C) i Mateusz Matras (L) z PGE FKS Stali Mielec podczas meczu Ekstraklasy/PAP
Piłkarze Lecha wygrali dość skromnie, bowiem w drugiej połowie zaprezentowali wyjątkowo fatalną skuteczność. Mielczanie pokazali się z dobrej strony, ale tylko przez pierwsze pół godziny. To okazało się za mało, by wywieźć z Bułgarskiej choćby jeden punkt.

Trener poznańskiej drużyny John van den Brom, podobnie jak w meczu z Wartą, postawił na wariant gry z trójką obrońców i trójką napastników. O ile ta taktyka zdała egzamin w derbach, tak przeciwko Stali strasznie zawodziła. Poznaniacy grali bezbarwnie, dając rywalom dużo swobody. Na dodatek plany szkoleniowca pokrzyżował uraz Dino Hoticia, który już w 17. minucie musiał opuścić boisko.

Kilka minut później niespodziewanie goście objęli prowadzenie. Ilia Szkurin podał za plecy Filipa Dagerstala, a Maciej Domański zdążył uprzedzić Bartosza Mrozka. Ponad 15 tysięcy kibiców zgromadzonych na Enea Stadionie mogło mieć deja vu, bowiem dość podobnie rozpoczął się mecz tych drużyn rok temu; "Kolejorz" przegrał wówczas 0:2. Poirytowany van den Brom postanowił dokonać korekt w składzie. Jeszcze przed przerwą zmienił Michała Gurgula wprowadzając Filipa Szymczaka i wrócił do dawnego systemu gry z czwórką obrońców. Krótko po tych zmianach Lech wyrównał. Poznaniacy wymienili kilka szybkich podań i Kristoffer Velde w sytuacji sam na sam nie dał szans Mateuszowi Kochalskiemu.

Velde robił spore spustoszenie w polu karnym Stali. Po jego kolejnej akcji, Kochalski z trudem odbił piłkę, ale wobec dobitki Filipa Marchwińskiego był bezradny. 

Po chwili mogło być już 3:1, lecz tym razem piłka po strzale głową Velde trafiła w słupek. Przerwa zdawała się być zbawieniem dla mielczan.

Po zmianie stron Lech kontrolował grę, ale piłkarze Stali szukali swojej szansy na wyrównanie. Goście starali się wysokim pressingiem zmusić gospodarzy do błędu i kilka razy lechici pogubili się przy wyprowadzaniu piłki. Bartosz Mrozek też musiał kilka razy interweniować po uderzeniach rywali z dystansu.

To jednak Lech stwarzał bardziej klarowane okazje. Sporo ożywienia wniósł wprowadzony w drugiej połowie Joel Pereira, który robił co mógł, by "wypieścić" piłki swoim kolegom. Velde, Afonso Sousa, czy Szymczak marnowali jednak dokładne podania Portugalczyka; Szymczak nie trafił czysto w piłkę stojąc zaledwie kilka metrów od bramki.

Skromne prowadzenie sprawiało, że goście nie tracili nadziei na zdobycie wyrównującego gola. W doliczonym czasie gry piłkę meczową miał Matthew Guillaumier, ale z kozłującej piłki nie mógł przymierzyć precyzyjnie i lechici mogli odetchnąć.

Lech Poznań - PGE FKS Stal Mielec 2:1 (2:1)
Bramki: 0:1 Maciej Domański (23), 1:1 Kristoffer Velde (37), 2:1 Filip Marchwiński (40)
Żółta kartka - Lech Poznań: Kristoffer Velde. PGE FKS Stal Mielec: Ilja Szkurin
Sędzia: Karol Arys (Szczecin)
Widzów: 15 527
Lech Poznań: Bartosz Mrozek - Filip Dagerstal, Miha Blazic, Michał Gurgul (33. Filip Szymczak) - Alan Czerwiński, Radosław Murawski, Jesper Karlstroem, Dino Hotic (17. Elias Andersson) - Afonso Sousa, Filip Marchwiński (62. Joel Pereira), Kristoffer Velde
PGE FKS Stal Mielec: Mateusz Kochalski - Marco Ehmann, Mateusz Matras, Bert Esselink - Łukasz Gerstenstein (62. Mateusz Stępień), Michał Trąbka (71. Kai Meriluoto), Piotr Wlazło (62. Alvis Jaunzems), Krystian Getinger (71. Krzysztof Wołkowicz) - Maciej Domański, Ilja Szkurin, Koki Hinokio (62. Matthew Guillaumier)

autor: Marcin Pawlicki

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPolacy siatkarze zafundowali kibicom prawdziwy thriller. Piąta wygrana biało-czerwonych w Lidze Narodów »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj