Śląsk do Armenii nie poleciał dzień przed meczem, jak to zwykle bywa w przypadku rywalizacji w europejskich pucharach, ale dwa. Wszystko po to, aby jak najlepiej przygotować się do czwartkowego spotkania.

Reklama

Przyjechaliśmy we wtorek, aby podróż, różnica czasowa i aklimatyzacja nie wpłynęły na kondycję zespołu. Jeszcze wczoraj po przyjeździe wieczorem pobiegaliśmy po parku, aby mieć kolejną jednostkę treningową za sobą. Warunki są, jakie są. Nie zwalnia nas to z dobrego przygotowania do meczu. Celem jest awans i zrobimy wszystko, aby drużyna ten cel uzyskała – powiedział na przedmeczowej konferencji trener Magiera.

Poza pogodą dużym atutem rywali Śląska powinien być stadion, a właściwie jego położenie. Spotkanie nie zostanie bowiem rozegrane w Erywaniu, lecz w oddalonym o 120 km Giumri, które leży na wysokości 1500 metrów n.p.m. Ararat musiał się przenieść, bo ze stadionu w stolicy Armenii chciały skorzystać także inne miejscowe drużyny grające w pucharach i dla Białych Orłów nie starczyło czasu.

Jako trener grałem w tych regionach: w Kazachstanie, Gruzji, Azerbejdżanie i wiedziałem, co nas może czekać. Biorąc pod uwagę 12 godzin podróży, licząc od wyjazdu z Oporowskiej, chcieliśmy przyjechać dzień wcześniej niż zazwyczaj. Rozmawialiśmy o wysokości położenia stadionu i trening nie został zmodyfikowany. Trochę inaczej wczoraj ćwiczyliśmy, ale to wynikało z pory zajęć i podróży – wyjaśnił szkoleniowiec.

W pierwszej rundzie eliminacji Ligi Konferencji Ararat nieoczekiwanie wyeliminował Fehervar remisując na wyjeździe 1:1 i wygrywając w rewanżu 2:0. W obu tych spotkaniach to Węgrzy byli stroną posiadającą piłkę, ale zespół z Armenii świetnie się bronił i groźnie kontratakował.

Nie będę zdradzał, jak chcemy zagrać. Nie możemy jednak wpaść w pułapkę i mamy być przygotowani na każdą możliwość, na każdy wariant i na każde wydarzenie na boisku. Dużo z drużyną rozmawiamy, aby podtrzymać gotowość do meczu. Zaczynamy taki moment sezonu, że będziemy grać co trzy dni i chcemy, aby to trwało aż do grudnia. Jutrzejszy mecz jest jednym z etapów, który musimy zrealizować, aby ten cel uzyskać – powiedział Magiera.

Śląsk nie będzie mógł skorzystać z wszystkich swoich zawodników, bo w Polsce ze względu na problemy wizowe pozostał Lubambo Musonda. W środę też nie wszystko odbyło się, jak sobie wrocławianie zażyczyli, bo z powodu opóźnienia obiadu, przesunięty został także trening.

Obiad się opóźnił ze względu na brak gazu i tym samym wszystko się przesunęło. Mam nadzieję, że to ostatnia tego typu przygoda. Musimy być jednak gotowi na wszystko – mentalnie i fizycznie. Jeżeli natomiast chodzi o skład, to jeszcze kilka znaków zapytania mam. Zobaczymy, jak poszczególni zawodnicy zareagują na dzisiejszy trening – dodał trener Śląska.

Dla Araratu udział w tegorocznej edycji Ligi Konferencji jest powrotem do europejskich pucharów po 13-letniej przerwie. Najważniejszy dwumecz na arenie międzynarodowej Białe Orły zagrały jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, kiedy zmierzyły się wielkim Bayernem Monachium w Pucharze Europy (1974/75), a stawką był półfinał. W pierwszym spotkaniu mistrz RFN wygrał 2:0, a w rewanżu Ararat zwyciężył 1:0.

Teraz w ekipie z Armenii nikt nie wybiega dalej niż do spotkania ze Śląskiem. Trener Araratu Vardan Bichakczjan szanse obu ekip na awans do kolejnej rundy ocenił po połowie.

Pierwszy mecz gramy u siebie, ale to nie oznacza, że zagramy bardziej ofensywnie. Zawsze staramy się prezentować zrównoważony futbol – zaznaczył.

Szkoleniowiec, porównując Śląsk do Fehervar, stwierdził, że to zespoły na podobnym poziomie i jego podopiecznych czeka trudny pojedynek, ale też zaraz dodał, że to tylko obserwacja, a wszystko i tak zweryfikuje boisko.

Wszyscy dobrze wiemy, że w tych rozgrywkach każda runda składa się z dwóch meczów. Myślę, że wszystko rozstrzygnie się w Polsce. Dlatego musimy podejść identycznie do obydwu spotkań – podsumował.

Początek czwartkowego meczu Ararat – Śląsk o godz. 15 czasu polskiego.

Reklama