Pukki ma za sobą grę m.in. w Schalke 04 Gelsenkirchen i Celtiku Glasgow. W żadnym z tych klubów nie imponował jednak strzelecką formą. Odżył dopiero w Broendby, do którego trafił w 2014 roku, a po przenosinach do Norwich cztery lata później zaczął stawać się prawdziwą gwiazdą.

To w dużej mierze dzięki niemu "Kanarki" awansowały do ekstraklasy. Pukki w 43 meczach Championship zdobył 29 goli i został królem strzelców. Jeśli ktoś spodziewał się, że w najwyższej klasie rozgrywkowej nie będzie tak skuteczny, to szybko musiał zmienić zdanie.

Norwich sezon zaczęło od arcytrudnego meczu z Liverpoolem. Zgodnie z przewidywaniami uległo na Anfield 1:4, ale jedynego gola zdobył Pukki. W drugiej kolejce 29-latek popisał się hat-trickiem w spotkaniu z Newcastle United (3:1), a w sobotę trafił też w starciu z Chelsea Londyn (2:3).

Przed sezonem bukmacherzy szansę Pukkiego na tytuł najlepszego strzelca Premier League szacowali na 100:1, teraz już na 10:1. W meczu z "Młotami" będzie miał duże szanse na powiększenie dorobku. Choć strzegącemu bramki londyńczyków Fabiańskiemu nie można nic zarzucić, to obrona West Ham do szczelnych nie jest zaliczana.

Łatwo nie będzie miał też Jan Bednarek, którego Southampton podejmie Manchester United. "Święci" na własnym stadionie nie wygrali z "Czerwonymi Diabłami" od 2003 roku. Nadziei mogą upatrywać w tym, że zespół trenera Ole Gunnara Solskjaera zaczyna mieć problemy ze skutecznością.

Piłkarze "ManU" na inaugurację rozbili Chelsea 4:0, ale później zremisowali z Wolverhampton Wanderers 1:1 i u siebie ulegli Crystal Palace 1:2. W dwóch ostatnich meczach nie wykorzystali nawet dwóch rzutów karnych. Łącznie w historii Premier League zmarnowali już 37 "jedenastek", co jest niechlubnym rekordem.

Jako jedyny komplet punktów ma Liverpool, podopieczni trenera Juergena Kloppa na wyjeździe zagrają z Burnley. "The Reds" mogą się pochwalić serią 12 ligowych zwycięstw z rzędu, a przeszkodzić w jej przedłużeniu może przede wszystkim Ashley Barnes. 29-letni napastnik ma w dorobku cztery gole i w dodatku obrona Liverpoolu jeszcze w żadnym meczu tego sezonu nie zachowała czystego konta.

Ciekawie zapowiadają się derby Londynu, w których Arsenal podejmie Tottenham Hotspur. Obie drużyny spróbują sobie poprawić nastrój po kiepskiej ostatniej kolejce. "Kanonierzy" bezdyskusyjnie ulegli w niej Liverpoolowi 1:3, natomiast "Koguty" zaprezentowały festiwal bezradności w ofensywie i niespodziewanie przegrały z Newcastle 0:1. Szansę na przełamanie będzie miał Harry Kane. Napastnik Tottenhamu ma na koncie dziewięć goli w dziewięciu meczach z Arsenalem.

Strzelecki festiwal spodziewany jest w Manchesterze, gdzie broniący tytułu "The Citizens" podejmą Brighton & Hove Albion. Piłkarze trenera Josepa Guardioli w tym sezonie wbili rywalom już dziesięć goli.