Lopetegui nie może dobrze wspominać czasów pracy w Realu. W ubiegłym roku, gdy przygotowywał się z reprezentacją Hiszpanii do mistrzostw świata w Rosji, podpisał z madrytczykami kontrakt, za co tamtejsza federacja zdecydowała się go zwolnić dwa dni przed pierwszym meczem drużyny narodowej w mundialu.

Ten "spalony most" nie musiał martwić 53-letniego szkoleniowca, który przystąpił do realizowania trzyletniej umowy z Realem. Długo jednak nie zagrzał tam miejsca - po serii słabych wyników (w tym porażki z Barceloną 1:5) również został zwolniony i wydawało się, że trudno będzie mu naprawić reputację.

"Początek mieliśmy udany, zespół grał dobrze, ale później przytrafiły nam się bardzo trudne trzy tygodnie. Takie rzeczy da się odrobić w przekroju całego sezonu, byliśmy przekonani, że te kłopoty miną. Ale nie dano mi na to czasu" - wspominał Lopetegui.

W czerwcu br. na zatrudnienie go zdecydowała się jednak Sevilla i na razie w Andaluzji nie żałują tego kroku. Po czterech kolejkach jego podopieczni mają 10 punktów i stracili tylko jedną bramkę. Warto jednak zaznaczyć, że nie rywalizowali dotychczas z rywalami z najwyższej półki - pokonali Espanyol, Granadę i Alaves oraz zremisowali z Celtą Vigo. Mecz z Realem, który również jest niepokonany w lidze i ma osiem punktów, będzie więc pierwszym poważnym sprawdzianem.

Sytuacja "Królewskich" po odejściu Lopeteguiego nie poprawiła się znacząco, mimo że od listopada ich trenerem ponownie jest Zinedine Zidane. Pod wodzą Francuza w latach 2016-18 drużyna odnosiła wiele sukcesów, m.in. trzy razy z rzędu triumfowała w Lidze Mistrzów. We wtorek Real poniósł jednak dotkliwą porażkę w tych rozgrywkach - przegrał na wyjeździe z Paris Saint-Germain 0:3, nie oddając ani jednego celnego strzału.

"Sytuacja jest niepokojąca. Zespół musi poprawić każdy aspekt gry, ale nie wydaje mi się, żeby Zidane był zdolny mu pomóc" - ocenił były piłkarz i dyrektor futbolu madryckiego klubu Predrag Mijatovic.

Potyczka pierwszej drużyny z trzecią może być okazją dla pozostałych na odrobienie strat. Wicelider Atletico Madryt, który zgromadził dziewięć punktów, w sobotę o 18.30 podejmie Celtę Vigo, a dwie i pół godziny później rozpocznie się spotkanie szóstej w tabeli Granady z broniącą tytułu i piątą Barceloną - oba zespoły mają po siedem "oczek".

Do składu Katalończyków wróci prawdopodobnie Lionel Messi, który rozegrał kilkadziesiąt minut we wtorkowym meczu Champions League z Borussią Dortmund (0:0). To był pierwszy w tym sezonie występ Argentyńczyka, który od okresu przygotowawczego zmagał się z kontuzją łydki.

Zajmujący czwarte miejsce z ośmioma punktami Athletic Bilbao zmierzy się przed własną publicznością z Alaves w niedzielę o 18.30.