Fatalna pierwsza połowa Barcelony
W pierwszej części spotkania kapitan reprezentacji Polski był kompletnie niewidoczny, a jak nawet był przy piłce, to obrońcy gości nie mieli żadnych kłopotów z odebraniem mu jej.
W ekipie gospodarzy rozczarowywał nie tylko "Lewy". Jego koledzy w pierwszych 45 minutach również zaprezentowali się bardzo słabo.
Wykorzystali to rywale, którzy w 41. minucie objęli prowadzenie po golu Gerarda Moreno.
To najniższy wymiar kary, bo ten sam zawodnik kilka minut wcześniej też posłał piłkę do siatki, ale gol nie został uznany, bo sędzia dopatrzył się przewinienia.
"Trzęsienie" ziemi między 60. a 71. minutą
W przerwie trener Barcelony dokonał aż trzech zmian. To jednak nic nie zmieniło. Niecałe 10 minut po wznowieniu gry było już 2:0 dla przyjezdnych. Katastrofalny błąd obrońców "Dumy Katalonii" wykorzystał jej wychowanek Ilias Akhomach.
Podopieczni Xaviego przebudzili się dopiero po stracie drugiej bramki. W 60. minucie po dość przypadkowej asyście Lewandowskiego straty zmniejszył İlkay Gündoğan.
Po chwili mogło, a nawet powinno być 2:2. Idealnej okazji do wyrównania nie wykorzystał Ferran Torres. Ale co się odwlecze… W 68. minucie po golu Pedriego był już remis.
Po zdobyciu bramki Lewandowski szybko ruszył po piłkę, by wyjąć ją z siatki i ustawić futbolówkę na środku boiska. Polak w tej sytuacji wdał się w przepychanki z jednym z piłkarzy gości. Ostatecznie Eric Bailly i Polak zostali utemperowani przez sędziego żółtymi kartkami.
W 71. minucie Barcelona była już na prowadzeniu. Tym razem po stałym fragmencie gry bramkarza swojej drużyny pokonał Bailly.
VAR zabrał Barcelonie rzut karny
Trzy ciosy nie powaliły piłkarze Villarrealu, którzy w końcówce meczu przeprowadzili akcję, którą wykończył Gonçalo Guedes i znów mieliśmy remis.
To nie koniec emocji. Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry piłkarze Barcelony domagali się rzutu karnego, po tym jak piłka trafiła w rękę jednego z obrońców. Arbiter najpierw wskazał na "jedenastkę", ale po analizie VAR zmienił decyzję.
Gospodarze do ostatniego gwizdka sędziego próbowała strzelić zwycięskiego gola, ale bez powodzenia. To co nie udało się Barcelonie wyszło Villarreal. W doliczonym czasie gry przyjezdni dwukrotnie umieścili piłkę w siatce i w efekcie wygrali 5:3.
Porażka sprawiła że trzeci w tabeli Katalończycy do prowadzącego Realu Madryt, który w tej kolejce wygrał 2:1 z Las Palmas tracą już 10 punktów.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.