Niedawno zakończyła się pierwsza część zgrupowania w Spale. Jak ocenia pan spędzony tam czas i wykonaną pracę?

Reklama

Wilfredo Leon: Oj, ciężko tam było, ale to normalne, gdy się miało tak długą przerwę w treningach. To zgrupowanie miało trochę inny przebieg niż wcześniejsze w Spale. Każdy z nas mieszkał sam w pokoju, ale miło było się spotkać po tak długiej przerwie. Teraz wszyscy chcemy jak najszybciej znowu razem trenować i cieszę się, że będzie do tego okazja już za tydzień.

Niedługo minie rok, gdy został pan reprezentantem Polski. Jak się pan odnalazł w tej roli?

Bardzo dobrze, czuję się jakbym grał w polskiej kadrze już z pięć lat. Trochę presji odczuwałem tylko przed pierwszym meczem. Była pełna hala, niepewność, jak mnie przyjmą kibice, głowa się trochę gotowała. Było jednak fajnie i teraz też jest wszystko w porządku.

W tym roku mieliście walczyć o medal olimpijski. Jak przyjął pan informację o ich przełożeniu o rok?

Byliśmy przygotowani, że w tym sezonie zagramy o wszystko, bo igrzyska to najważniejsza impreza. Byliśmy w dobrym momencie jako drużyna, ale decyzja o przełożeniu igrzysk była słuszna. Nie było innego wyjścia. Za rok reprezentacja Polski będzie miała jeszcze więcej doświadczenia. W kadrze jest kilku młodych zawodników, którzy do niej wchodzą, więc będzie okazja jeszcze lepiej się poznać, a oni jeszcze się rozwiną.

Gdy wybuchła pandemia koronawirusa przebywał pan we Włoszech, czyli w kraju, który został bardzo mocno nią dotknięty. Jak pan odbierał to, co się tam działo, czy bał się o zdrowie swoje i rodziny?

O siebie aż tak bardzo się nie bałem, ale przede wszystkim o moje dzieci i żonę. Wiadomo, że grając w siatkówkę miałem kontakt z kibicami, więc istniało ryzyko, że mogę się zarazić. Dość szybko przeprowadzono nam testy i okazało się, że nie mam koronawirusa, choć miałem w tym okresie podwyższoną temperaturę.

A jak wygląda sytuacja pana rodziny na Kubie?

Mam kontakt z moimi bliskimi. Przebywają głównie w domu, nie wychodzą za często. Na Kubie jest problem z epidemią, ale myślę, że moja rodzina jest bezpieczna.

Jak spędzał pan czas podczas kwarantanny i gdy zalecane było pozostanie w domach?

Była okazja, aby więcej czasu spędzić z rodziną, pomóc żonie, bo wcześniej nigdy nie miałem tak długiej przerwy. Prowadziliśmy normalne, rodzinne życie.

A może pojawiło się jakieś nowe hobby?

Tak. Moje nowe hobby to zabawa z dziećmi.

Za panem pierwszy rok w lidze włoskiej. Pana klub, Sir Safety Perugia, w niedokończonym sezonie zajął trzecie miejsce. Czy jest pan zadowolony ze swojej postawy i dokonań?

Reklama

Jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualne, to jestem zadowolony, bo zrobiłem kolejny krok do przodu w swoim rozwoju. Natomiast liczyłem, że jako drużyna dokonamy więcej. Mieliśmy naprawdę wielką szansę, ale sezon został przerwany. Mam nadzieję, że w nowym uda nam się wywalczyć mistrzostwo.

Vital Heynen jest pańskim trenerem zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Czy styl jego pracy jest taki sam w obu tych rolach?

Mam wrażenie, że w reprezentacji jest bardziej spokojny. W klubie miał zawodników o innej mentalności i trochę bardziej się stresował. Było kilka trudniejszych chwil, ale w końcu wszystko potoczyło się we właściwym kierunku.

Czy rozważa pan możliwość, że zagra kiedyś w polskim klubie i czy miał już konkretną ofertę?

Oczywiście myślę o tym, aby zagrać kiedyś w polskiej lidze. Oferty już były, ale nie na tyle solidne, abym skorzystał. Jak sytuacja z koronawirusem się wyjaśni, to może za jakiś czas temat mojej gry w polskim klubie znowu się pojawi.

Rozmawiał: Grzegorz Wojtowicz/PAP