Sobotnimi kwalifikacjami w niemieckim Oberstdorfie rozpocznie się 73. edycja narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni. Wśród faworytów tej prestiżowej imprezy trudno szukać Polaków, którzy w obecnym sezonie spisują się bardzo przeciętnie. Więcej powodów do optymizmu mają kibice w Norwegii, ale oni mogą zostać pozbawieni emocji związanych z oglądaniem decydujących konkursów zbliżającego się TCS.
Prawa do transmisji zbyt drogie
Transmisje z Niemiec i Austrii sprzedawane są osobno, a nie na cały turniej w pakiecie i norweski Viaplay kupił tylko konkursy w Obersdorfie i Garmisch-Partenkirchen.
Jeżeli tak się stanie to będziemy mieli niesłychany skandal, a wszystko na to wskazuje, ponieważ czas ucieka nieubłaganie, a już w sobotę rozpoczyna się turniej - powiedział dyrektor skoków w norweskiej federacji narciarskiej (NSF) Jan Erik Aalbu.
Sprzedaż praw do transmisji jest podobna do sprzedawania mieszkania. Jeżeli nikt go nie chce kupić za proponowaną cenę to po prostu znaczy, że jest zbyt drogie i tak jest właśnie w tym przypadku - dodał.
Turniej Czterech Skoczni bez Stocha
Polskę w TCS reprezentować będzie pięciu zawodników: Dawid Kubacki, Paweł Wąsek, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł oraz Piotr Żyła. Zabrakło Kamila Stocha, który woli trenować.
W obecnym Pucharze Świata najlepszy wynik Polaka to ósme miejsce Wolnego w Titisee-Neustadt. W klasyfikacji generalnej najwyższe, 18. miejsce, zajmuje Zniszczoł.
Paschke i Austriacy faworytami
W gronie faworytów nie ma też broniącego trofeum Japończyka Ryoyu Kobayashiego, który również na razie nie błyszczał. Największe szanse mają zwycięzca pięciu konkursów w obecnym sezonie PŚ Niemiec Pius Paschke oraz Austriacy - Daniel Tschofenig, Jan Hoerl i broniący Kryształowej Kuli Stefan Kraft.
Od lat TCS rozgrywany jest w specyficznej formule - w postaci systemu KO polegającego na tym, że na podstawie wyników kwalifikacji tworzonych jest 25 par (według klucza: 1. z 50., 2. z 49., itd.) pierwszej serii punktowanej, a do finału awansuje każdy zwycięzca pary oraz pięciu "szczęśliwych przegranych", czyli zawodników z najwyższymi notami spośród pokonanych.
Kolejne przystanki tradycyjnego turnieju to niemieckie Garmisch-Partenkirchen oraz Innsbruck i Bischofshofen w Austrii.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.