19-letnia Świątek sięgnęła po tytuł w Paryżu, nie tracąc po drodze seta. Została pierwszą osobą z Polski, która zdobyła tytuł wielkoszlemowy w singlu. Sukces ten osiągnęła po pokonaniu starszej o dwa lata Kenin 6:4, 6:1.

Reklama

Mam wrażenie, że Iga bardzo dobrze serwowała. Naprawdę dobrze prowadziła grę swoim forhendem. Zwłaszcza w pierwszym secie. Kilka zagrań nie poszło po mojej myśli, a ona grała świetnie. Ma naprawdę dobry topspinowy forhend i bekhend po linii. Skróty także jej wychodziły. Parę serwisów dało jej ważne punkty. Walczyła bardzo dobrze. To był świetny turniej w jej wykonaniu, zaliczyła wspaniałą serię - podsumowała Amerykanka.

Spotkanie rozpoczęło się od prowadzenia 3:0 zawodniczki z Raszyna w pierwszym secie. Jej rywalka przyznała, że zaczęła trochę za wolno.

Wydaje mi się, że to z powodu nerwów. Potem odnalazłam swój rytm, rozegrałyśmy kilka dłuższych wymian i miałam kilka szans. Obroniłam setbola przy stanie 3:5, a w kolejnym gemie zdobyłam pierwszy punkt. Kilka rzeczy jednak nie wyszło tak, jak chciałam. Potem niestety moja noga nie była w najlepszym stanie. To rozczarowujące - przyznała triumfatorka tegorocznego Australian Open.

W drugiej partii przy stanie 2:1 dla Świątek Kenin poprosiła o przerwę medyczną. Od początku spotkania miała zaś zabandażowane lewe udo.

Dokuczało mi to od kilku meczów. Musiałam oklejać nogę taśmą uciskową. Miałam wizyty u fizjoterapeuty i robiłam wszystko, co mogłam. Dziś po pierwszym secie czułam, że było tak ciasno, że nie mogłam się ruszać. Dlatego poprosiłam o przerwę medyczną. Sytuacja się pogorszyła. Szkoda, że stało się to podczas meczu. Ale jak mówiłam, Iga zagrała naprawdę dobrze. Brawa dla niej - zaznaczyła.

Urodzona w Moskwie tenisistka nie pamięta, kiedy uraz nogi zaczął jej się dawać we znaki.

W pierwszych dwóch spotkaniach wszystko było w porządku. Chyba w trzeciej albo czwartej rundzie korzystałam już z taśmy. Takie sytuacje są zrozumiałe. Zdarzało mi się to w przeszłości, ale niezbyt często. Jestem dobrze przygotowana pod kątem sprawnościowym. Zawsze mam zabandażowany lewy odwodziciel. Spodziewałam się, że może mnie trochę boleć zważywszy na to, jak wiele trzysetowych meczów tu grałam. Rywalizacja na kortach ziemnych jest bardzo wymagająca fizycznie. Poruszasz się i dużo ślizgasz - analizowała zawodniczka, która cztery z sześciu swoich wcześniejszych pojedynków w Paryżu rozstrzygnęła w trzech partiach.

Potwierdziła, że jest rozczarowana sobotnią porażką. Cały występ ocenia jednak na plus.

Jestem szczęśliwa, że dotarłam do tego etapu. Po przegraniu meczu w Rzymie 0:6, 0:6 potem byłam w stanie dotrzeć tu do finału. Uważam, że to świetny wynik dla mnie. Oczywiście, jestem rozczarowana, że nie zdobyłam tytułu, ale całościowo oceniam ten występ pozytywnie - zapewniła.

Kenin po meczu dała upust emocjom. Na początku sezonu w Melbourne przemawiała jako zwyciężczyni. Teraz musiała obserwować radość i szczęście przeciwniczki.

To była trudna sytuacja. Iga udzielała wywiadu, a ja siedziałam na ławce i płakałam. Było we mnie wiele emocji. Dawałam z siebie wszystko, by nie płakać podczas swojej przemowy, ale na koniec nie wytrzymałam. (...) Nie jest łatwo stać tak, gdy było się tak blisko wygrania turnieju, a jednak się przegrało. To ciężkie, ale tak bywa. Jestem oczywiście trochę rozczarowana i smutna. Iga zagrała naprawdę dobry mecz. Jest teraz na fali, gra świetnie. Nie zamierzam tego wykorzystać jako wymówki, ale z moją nogą nie było najlepiej. Muszę odpocząć i mam nadzieję, że wydobrzeję - zakończyła.