20-latka z Raszyna jako druga Polka powalczy o triumf w prestiżowym turnieju BNP Paribas Open rozgrywanym w sercu Kalifornii. W 2014 roku wygrać nie udało się również prowadzonej wtedy przez Tomasza Wiktorowskiego Agnieszce Radwańskiej, która w decydującym spotkaniu uległa Włoszce Flavii Pennetcie 2:6 1:6.

Reklama

Bilans wyrównany

Taki wynik w niedzielę wydaje się nierealny, bo Świątek z każdym meczem, choć poprzeczka idzie w górę - gra coraz lepiej. W półfinale jej rywalką była doświadczona i utytułowana Rumunka Simona Halep, która łącznie na przestrzeni 64. tygodni w latach 2017-19 była numerem jeden na świecie. To było starcie "wagi ciężkiej", oba sety były niezwykle zacięte i wyrównane, ale w obu ostatecznie górą była Polka.

Jestem z siebie dumna. Z tego, że mentalnie wytrzymałam w ważnych momentach i że udało mi się utrzymać bardzo dobrą regularność. Cieszę się też, że to nie ja psułam piłki w niektórych istotnych momentach. To pokazuje, że moja ciężka praca fizyczna i tenisowa popłaca - podkreśliła.

Był to czwarty pojedynek obu tenisistek, a Polka wyrównała bilans na 2-2.

We wszystkich poprzednich meczach z Simoną zawsze czułam, że nie mam nic do stracenia. Nigdy nie byłam faworytką. W tym po raz pierwszy czułam, że mój ranking jest wyższy, że gramy z innej pozycji. Musiałam dostosować się do tego innego sposobu myślenia i innego nastroju, z jakim wchodziłam na kort. No i dobrze zagrać, bo bez tego nie mogłabym zwyciężyć - tłumaczyła.

W pomeczowej wypowiedzi nawiązania do Radwańskiej nie mogło zabraknąć.

Reklama

Było kilka dziewczyn w tourze, które mówiły, że cieszą się, iż Agnieszka już nie gra, ponieważ jej tenis zawsze był dla nich niewygodny. Ja mam inny styl, ale z pewnością trudniej byłoby mi uwierzyć, że dziecięce marzenia się spełnią, gdyby nie ona, bo to ona pierwsza z Polski przetarła tę ścieżkę - zaznaczyła Świątek.

Stawka finału drugie miejsce w rankingu

W finale na jej drodze do wywalczenia 1000 punktów do rankingu WTA oraz 1,2 mln dolarów premii stanie Sakkari. Greczynka w Indian Wells rozstawiona jest z numerem szóstym, ale stawką meczu będzie pozycja wiceliderki światowego rankingu.

Dotychczas obie finalistki zmierzyły się ze sobą czterokrotnie. W 2021 trzykrotnie górą była Sakkari, ale 25 lutego w półfinale w Dausze Świątek wygrała 6:3 6:4.

To będzie wymagający mecz. Grałam z nią kilka razy i znamy swoje style. Będę chciała podejść do tego spotkania jak do każdego innego i być bardzo skoncentrowana, skupiona na swoim tenisie. Na pewno muszę być aktywna, mieć inicjatywę, bo to dla mnie jest najważniejsze - wskazała triumfatorka French Open z 2020.

Sakkari w półfinale uporała się z Hiszpanką Paulą Badosą 6:2, 4:6, 6:1 i sprawiła, że na pierwszy od 1991 roku drugi z rzędu triumf w Indian Wells trzeba będzie poczekać co najmniej do kolejnej edycji.

Całe życie pracowała, ciężko, by właśnie w takich turniejach dochodzić do tych decydujących etapów. Wiem, że jeszcze nie wygrałam, wiem, że przede mną finał, ale takie wygrane bardzo wiele dla mnie znaczą - przyznała w emocjonalnej przemowie.

Podobnie jak Świątek zauważyła, że w finale trudno będzie o niespodzianki wobec rywalki, bo obie świetnie się znają.

Znam Igę bardzo dobrze, jest uroczą dziewczyną i świetną zawodniczką, wygrała turniej Wielkiego Szlema w wieku 19 lat, gra niewiarygodnie. Bardzo ją szanuję i podziwiam, ale w finale czeka nas nieprawdopodobna walka. To będzie trudny mecz dla nas obu i jestem pewna, że obie zrobimy wszystko, by zdobyć ten tytuł - dodała Sakkari.

Początek niedzielnego finału o godz. 20 czasu polskiego.