Piątkowe zawody zawiesiły bardzo wysoko poprzeczkę jeżeli chodzi o emocje i żużlowcy musieli się w sobotę mocno napracować, aby ponownie stworzyć wielkie widowisko. Już jednak pierwszy bieg był zapowiedzią, że wcale nie musi być mniej ciekawie. Na starcie stanęli jadący po raz setny w GP Tai Woffinden, Bartosz Zmarzlik, Max Frick i Fredrik Lindgren. Brytyjczyk najlepiej wyszedł spod taśmy, ale na dystansie atakował go Polak, który musiał też odpierać ataki Australijczyka. Chociaż kolejność się nie zmieniła, walka trwała do ostatniego wirażu.

Reklama

W kolejnych wyścigach było równie ciekawie. Zwłaszcza w tych biegach, kiedy startował Maciej Janowski, który miał słabe starty i później na dystansie musiał przebijać się do przodu. M.in. w wyścigu czwartym, kiedy jechał trzeci, ale na drugim okrążeniu najpierw minął Słoweńca Mateja Zagara i od razu zaatakował skutecznie Szweda Olivera Bertzona wychodząc na prowadzenie. W biegu 10. zrobił podobnie z tą różnicą, że wyprzedził Szweda Fredrika Lindgrena i Duńczyka Andersa Thomsena.

Jak wyrównane i ciekawe było ściganie w sobotę na Stadionie Olimpijskim może świadczyć fakt, że po dwóch seriach tylko Woffinden miał komplet punktów. Drugi był Rosjanin Artiom Łaguta z pięcioma punktami, a dalej aż sześciu żużlowców z czterema oczkami.

Woffinden w piątek nie wygrał ani razu, a w sobotę po trzech startach miał już trzy wygrane i niemal pewne miejsce w półfinale. Brytyjczyk był zupełnie innym zawodnikiem. Walczył i przede wszystkim wyprzedzał na dystansie. Stoczył m.in. świetną i zwycięską walkę z Duńczykiem Leonem Madsenem.

Bez wygranej w tej części zawodów był za to Zmarzlik, który dzień wcześniej wygrał cały turniej. Aktualny mistrz świata był konsekwentny, bo miał trzy „dwójki” na koncie i za każdym razem ciężko wywalczone. Podobnie jak w biegach z Janowskim tak samo z zawodnikiem Stali Gorzów były one ciekawe, bo nie brakowało mijanek i walki do ostatniego wirażu. Tak jak w biegu 12. kiedy Zmarzlik z czwartej pozycji przebił się na drugie miejsce, ale musiał cały czas odpierać ataki Słoweńca Mateja Zagara i Rosjanina Emila Sajfutdinowa.

Zasadniczą część zawodów wygrał Woffinden, który w ostatniej serii w świetnym stylu pokonał jadącego z biegu na bieg coraz lepiej Łagutę. W najlepszej ósemce znaleźli się również Zmarzlik i Janowski oraz Madsen, Sajfutdinow, Brytyjczyk Robert Lambert i Fricke. Australijczyk miał tyle samo punktów co Lindgren, tyle samo wygranych biegów i drugich miejsc, ale w bezpośrednim starciu był lepszy od Szweda.

Polacy pojechali razem w drugim półfinale, a obok siebie mieli świetnie dysponowanego Łagutę. Stawkę uzupełniał Fricke. Najlepiej ze startu wyszedł Rosjanin a za nim jechał Zmarzlik. Janowski był na trzecim miejscu, ale nie miał prędkości na dystansie i spadł na ostatnie. Australijczyk atakował Zmarzlika, ale skończyło się tym, że Polak się wybronił, a następnie wyszedł na pierwsze miejsce, bo się rozpędzał z okrążenia na okrążenie i w końcu minął Łagutę.

Wcześniej świetną walkę stoczyli Madsen, Woffinden i Sajfutdinow. Rosjanin długo próbował się przedrzeć na jedno z pierwszych miejsc, ale musiał uznać wyższość rywali i pierwszy raz w tym cyklu GP nie awansował do finału. Podobnie zresztą jak Janowski, który do tej pory raz wygrał i dwa razy był drugi.

Ostatni bieg spowodował, że Stadion Olimpijski eksplodował. Od startu prowadził Łaguta, ale Zmarzlik nie zamierzał odpuszczać. Madsen i Woffinden już się nie liczyli. Rosjanin jechał mądrze i skutecznie blokował Polaka. Tak było do ostatniego wirażu, kiedy Zmarzlik zamarkował atak po zewnętrznej, rozpędził się i na linię mety wpadł o centymetry przed rywalem. Radość zawodnika Stali jak i kibiców była przeogromna.

Kolejny słaby start zanotował trzeci z Polaków Krzysztof Kasprzak. Jeżdżący na co dzień w zespole z Grudziądza zawodnik zdobył tylko punkt i podobnie jak w piątek zajął 16. miejsce.