Dziennik Gazeta Prawana logo

Szczęsny: Mimo wszystko wolę ławkę Arsenalu

12 listopada 2009, 15:21
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
"Mimo wszystko wolę siedzieć na ławce w Arsenalu i trenować z najlepszymi na świecie, niż grać w ekstraklasie tylko z nazwy. To, że nie gram w klubie nie miało dotychczas dużego wpływu na moją dyspozycję - w kadrze U21 prezentowałem się dobrze, ale mogłoby być jeszcze lepiej" - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" Wojciech Szczęsny, bramkarz Arsenalu Londyn.

WOJCIECH SZCZĘSNY: Nie. Trzymamy się razem, dużo rozmawiamy, jest bardzo przyjaźnie. Tomek przyjechał na zgrupowanie jako bramkarz numer jeden, a ja dopiero zaczynam budować swoją pozycję w reprezentacji. Jednak jeśli spiszę się dobrze, to ciężko będzie mnie stąd wyrzucić. Nie ukrywam, że chcę być pierwszym bramkarzem na Euro 2012.

Nasi trenerzy częściej stawiają na bramkarzy, którzy sportowo nie są od nas lepsi. Ben Foster nie jest lepszy od Tomka, co nie ulega wątpliwości, bo on po prostu nie jest dobrym bramkarzem. Vito Mannone jest słabszy ode mnie. Wymieniamy się z Tomkiem spostrzeżeniami na ten temat.

Wyjdzie na to, że jeśli on jest słaby, to ja już całkiem tragiczny... Kiedy okazało się, że Fabiański i Almunia są niedysponowani liczyłem, że dostanę szansę w Arsenalu, ale trener postawił na Vito. Włoch dostał osiem szans i wykorzystał jedną, a w siedmiu spotkaniach zawiódł. Ja grałem raz, w Pucharze Ligi, i szansę wykorzystałem. Ale co ja mogę zrobić? Nie będę się przecież kłócił z Arsenem Wengerem! Przyjąłem decyzję z pokorą, ale boss wie, że mi się ona nie podoba.

Tylko dlatego, że jest ode mnie starszy. Tak powiedział boss, gdy podkreślał, że ma duży dylemat na kogo postawić. Niestety, do mnie to nie przemawia. Ciężko pogodzić się pogodzić z tym, że w klubie, w którym wciąż powtarza się „stawiamy na młodzież", daje się szansę gorszemu zawodnikowi tylko dlatego, że jest starszy.

Na mojej pozycji pewność siebie jest często ważniejsza od samych umiejętności. Nawet kiedy na boisku nie idzie, nie można się tym w ogóle przejmować. Jak przystało na Szczęsnego jestem pewny siebie, może nawet zbyt pewny, ale nie przekraczam chyba żadnych granic ujawniając, że nie podoba mi się, iż nie gram.

Ostatnio niestety coraz częściej dostaję od niego w łeb...

Wkurzył się jak to przeczytał. Pokiwał palcem i powiedział: synku, chyba ci się trochę korbka odkręciła. Skoro jest okazja, to sprostuję - uważam, że do mojego taty wciąż bardzo mi daleko. Tata najczęściej przymyka oko na to, co mówię w wywiadach, bo gdybym ja zaczął się czepiać tego, co mówi on, to rozpętałaby się wojna.

Przyjeżdża na wszystkie mecze, a gdy jest na trybunach, nie mogę sobie pozwolić nawet na najmniejszy błąd. Zawsze ma do mnie wiele uwag. To taki typ faceta, który udaje, że nie widzi tego co robię dobrze, a bardzo chętnie wytyka błędy, co nie jest przyjemne. Ale Thierry Henry też mógł strzelać po cztery bramki w meczach, a jego ojciec krzyczał na niego za jedną niewykorzystaną okazję. Zawsze mówiłem, że chcę osiągnąć więcej niż tata, choć na razie nie sięgam mu do pięt. Nasze dokonania będzie można porównać dopiero gdy skończę karierę i jeśli ktoś wtedy powie: „uczeń przerósł mistrza", to uznam, że rzeczywiście mi się udało.

Piłkarz w takiej sytuacji przygasa, przy złym podejściu to może przybić. Mimo wszystko wolę siedzieć na ławce w Arsenalu i trenować z najlepszymi na świecie, niż grać w ekstraklasie tylko z nazwy. To, że nie gram w klubie nie miało dotychczas dużego wpływu na moją dyspozycję – w kadrze U21 prezentowałem się dobrze, ale mogłoby być jeszcze lepiej. Gdy zagrałem przeciw Hiszpanii i Finlandii w kadrze, a potem od razu kilka meczów w Arsenalu, poczułem że jestem w gazie.

Bardzo łatwo dociera do piłkarzy. Nie próbuje, jak jego poprzednicy, kombinować, tylko prostymi słowami mówi czego od nas oczekuje.

Dokładnie. Jaki jest sens robienia długich odpraw, z których i tak nikt nic nie rozumie?

A czemu nie? Michał gra na najwyższym europejskim poziomie, w Lidze Mistrzów. Gdyby uznał, że nie dotrwa do Euro 2012, to pewnie by to powiedział. Podjął jednak wyzwanie i jest idealnym kandydatem na lidera drużyny. Przecież nie można powoływać samych 19-latków, którzy nie znają smaku tak dużego turnieju.

Już od 15 roku życia mam taką sodę, że hej. Mówiąc poważnie uważam, że rozpowiadają to ci, którzy są zazdrośni, bo nic w piłce nie osiągnęli i w dodatku się na niej nie znają. Szczególnie w Polsce część ludzi jest bezczelnie zazdrosna i przyczepi się do wszystkiego.

W megaekskluzywnym apartamencie. Jestem bardzo zadowolony, że w tym wieku mogłem sobie pozwolić na taką nieruchomość. Żeby móc spełnić to marzenie wziąłem zresztą kredyt na 10 lat. Chciałem mieć w Londynie swoje miejsce, a dom to przecież niezła inwestycja na przyszłość. Są zawodnicy, którzy kupują najnowsze modele samochodów, ja wybrałem mieszkanie. Wciąż mam jeszcze na głowie wiele spraw związanych z tym zakupem. Sam wybrałem meble, na te droższe jeszcze czekam. Kiedy przyjechały do mnie mama i dziewczyna, były pod wielkim wrażeniem, że facet mógł tak dobrze urządzić mieszkanie.

Sam sobie sprzątam, piorę i gotuję. Skończyłem liceum i w każdej chwili mogę podjąć studia w Londynie. Powoli wchodzę w dorosłe życie, ale nadal ciężko mi powiedzieć, czy mój dom to jeszcze Polska, czy już Anglia. Chyba jednak wciąż Polska – tutaj mam rodzinę, dziewczynę, przyjaciół.

Raczej z młodymi, mniej znanymi piłkarzami, którzy przyszli do Arsenalu w tym czasie co ja. Większość z nich przebiła się do pierwszego zespołu – moich dwóch najlepszych kolegów to Jack Wilshere, z którym przez jakiś czas mieszkałem, a w tej chwili w Anglii robi się z niego wielką gwiazdę, i Franc Merida, Hiszpan, który niedawno w Pucharze Ligi strzelił bramkę i został zawodnikiem meczu. Oczywiście zazdrośnicy będą mówili, że jak się spyta van Persiego o Wojciecha, to nie będzie wiedział kto to. Będzie, będzie. Ale OK, niech sobie gadają.

Życie nocne Londynu interesowało mnie w tamtym roku. Teraz się ustatkowałem, znalazłem miłość i nie chodzę po klubach.

Tak się nie da! Londyn to miasto, w którym nie ma ładnych dziewczyn do czasu, gdy nie wyjdzie się potańczyć. A wiem o tym, bo przez długi czas byłem wolny i chętnie odwiedzałem lokale z kolegami. Wszyscy wiedzieli, że jesteśmy z Arsenalu, ale w klubach nocnych to, że jest się rozpoznawalnym wcale nie przeszkadza, a wręcz pomaga (śmiech).

Trzeba przyzwyczaić się do tłumów i huku. Londyn nie jest łatwy, ale to miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Jako shoppoholik mam tu swój raj. Testu Londynu nie przechodzi wielu młodych piłkarzy, którzy nie dają rady i wracają do domu z płaczem. Jednak ci, którzy poradzą sobie w Londynie, są na dobrej drodze, by zrobić wielką karierę. Odnajdą się bowiem w każdym innym miejscu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj