Dziennik Gazeta Prawana logo

Małysz eliminuje ostatnie błędy

18 lutego 2010, 00:14
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Polski skoczek w sobotę na dużej skoczni stanie przed ostatnią szansą na wywalczenie olimpijskiego złota. Srebrny medalista z pierwszego konkursu ma problemy z dostosowaniem swojej pozycji najazdowej.

Łukasz Kruczek nie ukrywa, pokonanie Simona Ammanna także na dużej skoczni, graniczyłoby z cudem. Ale podczas igrzysk wszystko może się zdarzyć. Wystarczy jeden podmuch wiatru albo nagłe załamanie pogody, i po faworycie mówi Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Przed rokiem to właśnie w Whistler podczas Pucharu Świata rozpoczął się wielki powrót Małysza.

Akurat po wtorkowych próbach Polak nie tryskał optymizmem. W pierwszej próbie, przy padającym śniegu i wiejącym wietrze, pofrunął na odległość 135 m. Ale już w drugiej jego skok był o blisko 4 metry krótszy. Podczas gdy najgroźniejsi rywale skakali ponad 140 m.

Moje skoki dzisiaj nie były za dobre, najlepszy był ten pierwszy. Ale wszystkie próby były spóźnione. Na tej skoczni jest taki nietypowy próg najazdowy, trzeba się będzie do niego dostosować. Mam na to tylko trzy dni. To mało, ale trzeba być optymistą tłumaczył srebrny medalista z normalnego obiektu, który po sobotnim konkursie zrobił sobie dzień przerwy.W programie dnia była siatkówka i zakupy, choć te ostatnie nieudane. W Whistler bowiem ciężko znaleźć jakąś oryginalną pamiątkę, która niekoniecznie związana by była z igrzyskami.

To był powrót do rzeczywistości po sukcesie i jednym dniu świętowania skomentował występy swojego podopiecznego Hannu Lepistoe. Ale podczas wtorkowych treningów warunki pogodowe często się zmieniały. Podobnie było także z belką startową, więc strasznie ciężko jest ocenić, kto tak naprawdę najlepiej spisywał się podczas tych skoków dodał fiński szkoleniowiec.

Polski skoczek największy problem miał z prędkościami na rozbiegu, co było wynikało ze źle dobranych smarów. Miejmy nadzieję, że przynajmniej podczas konkursu pogoda się ustabilizuje. Jednak Simon Ammann nadal skacze dobrze i wygląda na to, że ci chłopcy, którzy byli dobrzy na normalnej skoczni, będą także groźni w sobotę ocenił Lepistoe.

czytaj dalej

Po wtorkowych treningach cieszy dobra postawa także i pozostałych polskich skoczków. Krzysztof Miętus oddał dwa równe skoki na odległości 135,5 m i 137,5 m. Także Kamil Stoch i Łukasz Rutkowski mimo trudnych warunków nie mieli większych problemów z pokonaniem punktu konstrukcyjnego skoczni. To dobry prognostyk w perspektywie konkursu drużynowego, w którym Polacy mieli walczyć nawet o podium.

Że czasem coś nie wychodzi jest całkiem normalne. Ale nie zawsze wynika to z problemów z opanowaniem stresu twierdzi psycholog polskiej ekipy Kamil Wódka. Pracuję z tą ekipą już od jakiegoś czasu. I zdążyliśmy wypracować pewne standardy. Wiem, jak każdy z nich reaguje na sytuacje stresową, co im wówczas podpowiedzieć. Czasem wystarczy zwykła pogadanka, czasem jakieś ćwiczenie wizualizacyjne. Ale zapewniam, przy tak nieprzewidywalnym sporcie, jakim są skoki narciarskie, nie wszystkie błędy biorą się z głowy. Czasem to po prostu wiatr mówi Wódka. A jak reaguje Adam? On już nie potrzebuje mojej pomocy, ale jeśli będzie chciał pogadać, moje drzwi zawsze stoją dla niego otworem, podobnie jak i dla reszty polskiej reprezentacji kończy psycholog.

Niespodziewanie Gregor Schlierenzauer i duża część ekipy Niemiec (na rozbiegu pojawił się tylko Andreas Wank, ale ten ma niewielkie szanse na znalezienie się w składzie na konkurs na dużym obiekcie) wybrali treningi w zaciszu hali zamiast na skoczni.

Tempa nie zwalnia natomiast złoty medalista z normalnej skoczni Simon Ammann, który oddał tylko jeden skok, ale za to najdłuższy. Szwajcar, gdyby wygrał także w najbliższą sobotę, ma szansę powtórzyć wynik Mattiego Nykanena (Fin jeden spośród czterech złotych medali olimpijskich wywalczył w drużynie), pofrunął na odległość 143 m. To zaledwie 6 metrów krócej od rekordu obiektu ustanowionego przed rokiem podczas przedolimpijskiej próby przez Schlierenzauera. Tuż za Szwajcarem uplasowali się Andreas Kofler (142 m) i Anders Jacobsen (141,5 m).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj