Bo na razie nic jeszcze nie zrobiliśmy, a ja wolałbym rozmawiać o konkretach. O tym, co już udało się załatwić, a nie tylko o planach. Poza tym i tak nie odpowiem na pytanie, jakie mam
udziały w ŁKS. Z Danielem Goszczyńskim, od którego odkupiłem część akcji, ustaliliśmy, że nie będziemy o tym informować.
Sprzedałem na Litwie firmę zajmującą się sprzedażą lodów i teraz szukam nowych wyzwań. Przez ostatnie półtora roku zajmowałem się także handlem i produkcją alkoholi, współpracowałem
również z Danielem Goszczyńskim. Powiedział mi, że w jego klubie potrzeba potrzebna jest nowa siła i energia, oraz nowe myślenie. Zrobiłem biznesplan i dlatego w to wszedłem. A czy dużo
zainwestowałem? Powiem szczerze: na razie nie. Zainwestowałem stosunkowo mało jak na moje możliwości, ale też jak na potrzeby klubu. W najbliższym czasie czeka nas na pewno więcej
wydatków.
Wiem o pieniądzach z tytułu praw telewizyjnych i one mnie cieszą. Pomogą zrealizować plan, jakim jest nie dokładanie zbyt wiele do ŁKS. Nie spodziewam się dużo zarobić w szybkim terminie,
ale też chciałbym jak najmniej dołożyć. I to jest realne, bo nasz klub ma wielką tradycję i gra w wielkim mieście, gdzie jest wielu kibiców i sponsorów. W parę lat możemy wspólnie
zbudować budżet niewiele mniejszy niż 10 milionów euro, czyli taki, z jakim w Lidze Mistrzów grała Artmedia Bratysława czy szwajcarskie Thun. Na razie, mając dwa miliony złotych, nie
powalczymy nawet w czołówce polskiej ligi, ale potem możemy wiele zdziałać.
Zaległości właściwie już nie ma, a stadion z czasem się wybuduje. Otrzymanie licencji nie będzie problemem. A moim celem jest udział w pucharach najpóźniej za dwa i pół roku. W następnym
sezonie możemy jeszcze nie wywalczyć miejsca na podium, ale powinniśmy być blisko. W kolejnym będziemy już grać o wysokie cele.
Spadniemy, jeśli będziemy myśleć negatywnie. Trzeba być optymistą, wtedy wszystko idzie łatwiej. ŁKS się utrzyma, jestem pewien.
Brazylijczyków nie musi być wcale wielu, muszą za to być dobrzy. W sobotę w sparingach zagra już trzech kolejnych, którzy przylatują w piątek, ale oni wcale nie muszą grać. Po to
sprowadzamy piętnastu, żeby było z czego wybierać. I żeby wybrać takich dużo lepszych od Polaków.
Z Polski na pewno łatwiej kogoś sprzedać niż z FC Vilnius, którego jestem właścicielem, ale proszę spojrzeć: wiosną w ataku ŁKS zagrają pewnie Kleir, który jest kapitalnym napastnikiem,
ale ma już 28 lat i Sergio Lopez, który ma 31 lat i ma być takim rodzajem trenera na boisku, przywódcy Brazylijczyków. Mogą stworzyć najlepszy atak ligi, ale nie są perspektywiczni. Mają tu
pomagać wygrywać, a nie się promować.
Muszą mieć dobre wyniki specjalistycznych badań wydolnościowych, charatker i umiejętności. Moglibyśmy wypożyczyć Kakę na 3 miesiące za 10 milionów euro, ale jemu nie chciałoby się tu
grać. My weźmiemy takich, którzy będą dłużej związani kontraktem, będą się chcieli wypromować i oddadzą wszystko klubowi - jak syn ojcu.
Mam w FC Vilnius 15 reprezentantów kraju U-19. Nie brakuje tam talentów. Jeśli któryś będzie potrzebny, może przyjechać w każdej chwili.
Nie ma pan pojęcia, jaka u nas była korupcja. Nawet nie chce mi się o tym rozmawiać. Dlatego wycofałem się z litewskiej piłki ligowej, bo i tak mój klub na nic nie miałby szans. Wierzę
jednak, że w ŁKS wszystko jest w porządku. Zresztą wie pan co? Nawet gdyby nas zdegradowano do trzeciej ligi, nie wycofałbym się. Powiedziałbym tylko, że budowa potrwa dwa lata dłużej, bo
trzeba by wcześniej wrócić do ekstraklasy.