Osiągałby pan tak znakomite wyniki z dawnym inżynierem wyścigowym, Mehdim Ahmadim?

Reklama

Robert Kubica: Nie sądzę.

Antonio Cuquerella jest lepszy?

Powiem tak: są lepsi i gorsi kierowcy, są też lepsi i gorsi inżynierowie. Antonio jest tym lepszym. Dobrze wykonuje swoją pracę. To ważne, bo tylko z nim mam kontakt podczas wyścigu. Wiadomo, że jak są wyniki, automatycznie poprawia się atmosfera. Ale efekty pracy kogoś znającego się na rzeczy widać właśnie wtedy, kiedy nie idzie. Wtedy trzeba wyciągać wnioski i ruszyć w dobrym kierunku. Rok temu tego mi brakowało.

Nie czujecie, że po trzech wyścigach sezonu na zespół wywierana jest za duża presja? Teraz podium ma być za każdym razem.

Według mnie większa nie jest presja, tylko zainteresowanie naszym zespołem. To zrozumiałe, skoro jesteśmy liderem konstruktorów. Dla mnie sezon zaczął się ok, chociaż z Australii nie udało mi się wywieźć punktów, a miałem tam szanse na podium i byłbym teraz liderem mistrzostw świata kierowców. Ale dla zespołu te trzy Grand Prix były bardzo udane. Byliśmy najrówniejsi, to był klucz do sukcesu. Ferrari miało problemy w Australii, w Malezji został ukarany McLaren. Z kolei w Bahrajnie udało nam się być szybszymi od McLarena.

Tak skromnie - udało się?

Na razie nie można powiedzieć, jaki jest układ sił. To cały czas się zmienia. Tak, jak na początku każdego sezonu. Rok temu Ferrari zaczęło bardzo dobrze, a już w Malezji wygrał McLaren. W tym roku było zupełnie odwrotnie. Ale to się ustabilizuje po kilku wyścigach, już po Turcji nie będzie rewelacji.

Znalazł się pan w zupełnie nowej sytuacji, walczy pan o zwycięstwa. Pana szef Mario Theissen stwierdził nawet, że jest pan bardziej wyluzowany, bardziej otwarty.

Czy ja wiem? Zawsze walczę o zwycięstwa, każdy wyścig traktuję tak samo. Wiadomo, że wszystko zależy od tego, co mam w rękach. A teraz mam w rękach bolid lepszy, niż rok temu. Wtedy był dobry aerodynamicznie, teraz dodatkowo dużo zmieniliśmy w mechanice.

Rok temu samochód nawalał, tracił pan miejsca na podium nie ze swojej winy.

Niestety, to prawda. A tamten bolid miał ogromny potencjał, co pokazał Nick Heidfeld. Niestety, mnie zawsze czegoś brakowało. Tak naprawdę rok temu nigdy nie byłem zadowolony z typu pracy, którą wykonywano z moim bolidem.

Wasza znakomita forma nie wpłynie na przygotowania do 2009 r.? Drugą część ubiegłego sezonu, kiedy nie mogliście ani awansować, ani spaść w klasyfikacji, poświęciliście na przygotowania nowego bolidu. Teraz zanosi się na walkę z Ferrari i McLarenem - być może do samego końca.

Dużo czasu zostało do nowego sezonu, na dodatek F1 za rok bardzo się zmieni. Ale każdy zespół ma inżynierów, którzy pracują już nad konceptem tego bolidu. Nowy samochód będzie bardziej okrojony aerodynamicznie, będzie mniej możliwości w tej dziedzinie.

Testujecie już gładkie opony, tzw slicki. Jaka jest różnica w porównaniu do starych?

Reklama

Na prostej nic się nie zmienia, za to w zakrętach bardzo dużo. Slicki generują znacznie większą przyczepność, bo nie mają rowków i większa powierzchnia opony styka się z podłożem. Przez uproszczoną aerodynamikę stracimy za rok 3 sekundy na okrążeniu, dzięki oponom zyskamy 2,5 -- 3 sekund, czyli wszystko się wyrówna.

Jakim szefem jest Mario Theissen?

Mario miał ciężkie zadanie, zwłaszcza na początku. Połączył przecież dwa zespoły, czyli tak naprawdę dwie kultury. Nasze wyniki i styl pracy pokazują, że wybrał właściwą drogę. Rozmawiamy też poza pracą, ale głównie jednak o F1, bo większość czasu widzimy się na torach. Może wystarczy, nie lubię mówić o innych, to nie w moim stylu.

Jak się pan przygotowuje do wyścigu? Co pan robi na godzinę przed startem?

Chyba to, co każdy kierowca. Wyciszam się, koncentruję. Muzyki nie słucham. Zależy od Grand Prix, ale czasami nawet śpię.

Przed startem?

I to spokojnie śpię. A pół godziny przed startem jestem już w bolidzie.

Grywa pan w karty z Fernando Alonso i Giancarlo Fisichellą?

Podobno grywamy. Nie lubię o tym mówić.

Alonso jest tak samo dobry w karty, jak na torze?

Myślę, że Fernando jest lepszy na torze niż w kartach.

A jest pan przesądny, ma pan jakiś zwyczaj przed wejściem do bolidu?

Nie, nic nie mam. Po prostu wchodzę do bolidu i daję z siebie wszystko.

Co BMW Sauber może osiągnąć w Barcelonie? W ubiegłym tygodniu przeprowadzaliście tu testy. Wymyśliliście coś ekstra?

Sytuacja ułożyła się tak, że podczas testów jeździłem samochodem przygotowywanym już na przyszły sezon, kiedy w F1 będzie dużo zmian. A dzień później spadł deszcz. Więc tak naprawdę podczas testów nie przygotowywałem się do tego wyścigu. Dziwne, ale tak mieliśmy ułożony program. Wszystko będę musiał nadrobić podczas piątkowych treningów i ostatniego w sobotę, przed kwalifikacjami.

Oczekiwania znowu są duże.

Jesteśmy liderami mistrzostw świata, więc każdy w zespole spodziewa się kolejnego mocnego wyścigu. Każdy team ma zmiany mechaniczne i nowe pakiety aerodynamiczne, my np. nowe tylne skrzydło. Wszyscy znają ten tor, więc różnice między zespołami będą niewielkie. Jesteśmy coraz mocniejsi, więc każdy jest bardziej zrelaksowany i pewny siebie, nie tylko ja.

Wie pan, co się dzieje w Polsce po pana dwóch miejscach na podium i pole position?

Nie byłem ostatnio w Polsce, nie śledzę na bieżąco polskich gazet i nie oglądam telewizji, więc nie wiem.

Nie denerwuje się pan, kiedy nazywają pana Kubika, nie Kubica?

Nie, tak było od lat. Kubika brzmi nawet mocniej, szybciej.

Będzie pan oglądał Euro 2008? 8 czerwca gramy z Niemcami, a pan jest jedynym Polakiem w BMW Sauber. Nierówne szanse w kibicowaniu, a pan kibolem jest dużym.

Kibolem to nie, po prostu interesuję się piłką. Była już taka sytuacja, kiedy nasi piłkarze ręczni grali z Niemcami. Tamtego meczu nie oglądaliśmy, bo byliśmy zajęci na torze. Tego pewnie też nie obejrzymy, bo będzie wtedy wyścig w Montrealu. Ale zgrzytów nie ma nigdy. Każdy kibicuje swoim.