Mario Theissen: (zastanawia się kilka sekund) Wydaje mi się, że trzy tegoroczne wyścigi Roberta były lepsze od wszystkich i z poprzedniego sezonu, i z sezonu 2006.
To powiem, że dzięki konsekwencji. Kiedy w 2005 roku BMW zdecydowało się przejąć Saubera, mieliśmy już gotową strategię. Wcześniej zapoznaliśmy się z sytuacją w Sauberze. To rozeznanie było bardzo, bardzo dokładne. Spisaliśmy słabe punkty zespołu, żebyśmy wiedzieli, czego nam brakuje i co musimy zrobić, żeby zostać mistrzami świata. Ułożyliśmy wieloletni plan. Analizowaliśmy wszystko – ilu ludzi musimy zatrudnić, jakich ekspertów, jakie technologie wykorzystywać, no i ile potrzeba na to pieniędzy. Tego planu trzymamy się do dziś, krok po kroku.
To zależy od tego, co pan rozumie przez najlepszych ludzi. Nasz plan zakładał, że będziemy zatrudniać odpowiednich ludzi na odpowiednie stanowiska, żeby powstał z nich zgrany zespół. Każdy był indywidualnie analizowany. Nie zależało nam na wielkich nazwiskach. Chcieliśmy zatrudniać młodych inżynierów i mechaników.
Oczywiście, trzeba było zakładać i czarny scenariusz. Ale z naszym doświadczeniem, środkami, którymi dysponujemy, i tunelem aerodynamicznym liczyłem na to, że jednak się uda. Po pierwszych testach okazało się jednak, że samochód nie spisuje się tak, jak powinien, jak zakładaliśmy, jak wychodziło nam z symulacji. Na szczęście szybko doszliśmy do tego, że nie była to wina złego planu, całego konceptu rozwoju, tylko jego poszczególnych elementów. A to szybko można było naprawić.
Oczywiście. Chcemy mieć najlepszych z najlepszych. Narodowość nie ma znaczenia.
Zawsze pamiętam, że to indywidualności. Mają zupełne inne charaktery. Nick jest cierpliwy, o wiele bardziej doświadczony. Robert to młodość, chce się dostać na szczyt najszybciej, jak to możliwe. Ta mieszanka to idealna sytuacja dla zespołu. Dwóch kierowców o tak różnych charakterach, a tak podobnych, jeżeli chodzi o klasę sportową i o podejście do pracy. Mogą się uczyć od siebie nawzajem.
Oczywiście.
Dyskutujemy. Czasami rozmawiam z nimi indywidualnie, czasami siadamy do rozmowy we trzech. Każdy problem trzeba szybko rozwiązać, bo w F1 nie można marnować czasu. Bywa tak, że to ja ich przekonam do mojego zdania, ale są sytuacje, kiedy okazuje się, że to oni mają rację. I wtedy im to przyznaję. Jak mogłoby być inaczej?
Naprawdę? Mnie tego nie mówił.