Dziennik Gazeta Prawana logo

Skowrońska: Jestem pewna tego, co robię

8 sierpnia 2008, 00:30
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
W sobotę o godzinie 8.30 nasze siatkarki rozpoczną turniej w Pekinie. Ich rywalkami będą Kubanki, trzykrotne mistrzynie olimpijskie, brązowe medalistki z Aten. "Nie możemy dać ciała, ale nic nie musimy. My tylko marzymy i chcemy. Czy nam się uda? Tego nie wie nikt. Fajnie byłoby powiedzieć: wrócę z Pekinu z medalem" - mówi DZIENNIKOWI reprezentantka PolskiKatarzyna Skowrońska-Dolata.


Katarzyna Skowrońska-Dolata: Nie występowałam w Grand Prix, tylko cały czas trenowałam na obozach. Myślę, że to dobry sposób na przygotowania do igrzysk. Często miałyśmy po dwa 2,5 godzinne treningi dziennie, do tego siłownia, itd. Nie odpuszczałam, bo wiedziałam, że jeśli teraz wymięknę, to w najważniejszym momencie igrzysk może mi czegoś zabraknąć. Jakiegoś szczegółu, który wtedy urośnie do gigantycznych rozmiarów.


Tak. Każdy trening robiłam na maksa. Kończyło się to czasami silnym bólem pleców. To kwestia obciążeń na siłowni, zdecydowałam się na to, by maksymalnie przygotować się do igrzysk. Półprzysiady robiłam ze sztangą 160-170 kilo, w seriach po 6 lub 8 powtórzeń. To sporo, sama się dziwiłam, że jestem w stanie tyle wziąć. Potem skoki na skrzynię z 5-10-kilogramową kamizelką.


Od dłuższego czasu na treningach była presja. „Zbliża się olimpiada, zrób to dobrze. Nikt tam ci nie odpuści, nie będzie atakował lżej” – powtarzał. Jeśli się mylimy, trener dorzuca piłkę tak długo, aż któraś z nas nie wykona idealnie akcji, którą zaplanował. Wymaga od nas perfekcjonizmu.


Jak przyjdzie do pierwszego meczu w Pekinie, będzie wielka presja i nerwy. Dlatego trzeba to przećwiczyć na treningach. Taki sposób przygotowań jest dobry, choć nie zawsze przyjemny. Są momenty, gdy trener się z nami pośmieje, pożartuje, poda ci piłkę, a innym razem jest arogancki, nieobliczalny, nakręca atmosferę.


Nigdy nie miałam miejsca w kadrze za nazwisko. Każdy ma swoje lepsze i gorsze dni. Za Niemczyka gorsze zdarzyły mi się po pierwszych mistrzostwach Europy. Mimo wszystko dał mi szansę i nie rozczarował się. Dziś jestem pewna tego, co robię, czuję się silna. Wiem jednak, że jeszcze mi sporo brakuje. Czasami mnie to wkurza, że gram tu już tyle czasu, oddałam reprezentacji tyle serca, życia prywatnego i cały czas muszę udowadniać, że jestem profesjonalistką, że nie zawiodę. Za każdym razem jak przegrywamy, to ja biorę za to odpowiedzialność, bo zmieniłam pozycję na boisku. Czasem na zebraniach uszy mi więdną. Czemu w każdym aspekcie życia muszę komuś coś udowadniać i jestem wiecznie obserwowana? Wiecznie jestem poddawana próbie. Nie tylko na boisku, ale i poza nim. Co takiego robię, że mam ciągły egzamin dojrzałości?


Nie możemy dać ciała, ale nic nie musimy. My tylko marzymy i chcemy. Czy nam się uda? Tego nie wie nikt. Fajnie byłoby powiedzieć: wrócę z Pekinu z medalem. Tego zrobić nie mogę, choć taki cel sobie stawiam. Jeśli jedziesz na igrzyska tylko po to, żeby tam wystąpić, a nie coś wygrać kiedy masz szansę, to nie jest w porządku.


Nie. Mam nadzieję, że pojadę jeszcze na kolejną olimpiadę. Pierwszy cel został osiągnięty, choć było ciężko. Mało brakowało, bym w ogóle nie pojechała na igrzyska. Przez moment byłam poza kadrą, miałam spakowaną torbę. Ale to minęło, dziś jestem szczęśliwa, bo znalazłam się w Pekinie.


Chciałabym jak najszybciej o tym zapomnieć. Stało się, nieraz jeszcze pewnie spotka mnie w życiu coś gorszego. Reprezentacja jest zawsze, nie trzeba sobie zamykać do niej drogi. Wkurzało mnie, że wszyscy mieli z pożywkę z afery wokół kadry. Nikogo nie interesowało, jak przebiegają przygotowania, tylko co z atmosferą w ekipie, rozdrapywanie ran, podkręcanie napięcia. To nie było i nie jest najważniejsze. Liczy się to, co zagramy na igrzyskach.


Zawsze stawałam na rzęsach, żeby być na boisku, więc teraz, kiedy siadam na ławce jestem zdenerwowana. Pierwszy raz w życiu na dłużej zostałam rezerwową. Ale zdaję sobie sprawę, że to część bycia w zespole. To nie jest sport indywidualny. Nie liczę się „ja“, tylko „my“. Gdyby na pierwszy mecz z Kubą trener posadził mnie na ławce, byłoby mi ciężko. Miałam już z nim różne przejścia. Mówił, że nie umiem być w zespole, bo jak jestem w rezerwie to mam kwaśną minę, nie godzę się z tym. Teraz nauczyłam się, że muszę te decyzje akceptować.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj