Mirosław Drzewiecki: Trudno, będąc Polakiem, Słowianinem, nie rozumieć, że od czasu do czasu człowiek musi się napić. Mamy skłonność do picia jako naród, nie oszukujmy się. Po to też wymyślono trunki i sprzedaje się je w sklepach, aby ludzie pili. Tylko, na Boga, nie wiosce olimpijskiej, gdzie jest 11 tysięcy młodych sportowców. Trzeba się umieć powstrzymać.
Natychmiast. Nie może być tak, że go podnoszą z trawnika, bo nie jest w stanie dojść do swojego pokoju. Gdyby usnął gdzieś w Warszawie na ławce, to pal go licho. Ale on był w pracy i to wśród ludzi, dla których powinien być wychowawcą.
Zrozumiałbym, gdyby sytuacja przerosła 19-letniego chłopaka, który nie zna swojego organizmu i nie wie, jak działa alkohol. Ale nie faceta, który ma 60 lat i w życiu wypił wannę alkoholu! Kompromitacja, nie ma co się oszukiwać. Takie zachowanie jest niedopuszczalne.
Działacze i trenerzy, o których mówiła Gruchała, niebawem nie będą już pracować. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że ona szuka usprawiedliwienia dla swojej klęski. Dlaczego wcześniej o tym nie powiedziała? Jak wygrywała, to jej żaden pijak nie przeszkadzał? Poza tym, dlaczego nie powiedziała, że dwie godziny przed startem poszła się opalać z koleżankami? Czy to jest profesjonalne podejście? Gruchała musi się zdecydować, czy chce być gwiazdą kolorowych gazet, czy gwiazdą sportu. Najpierw niech coś wygra, a później stara się znaleźć na bilbordach. Taka powinna być kolejność.
Spokojnie, niech się pan nie denerwuje. Przed igrzyskami nie chciałem wprowadzać zamieszania. W przypadku niepowodzenia sportowców zaraz podniosłyby się głosy, że wszystkiemu winien Drzewiecki. Ale od 25 sierpnia zabieram się za reformy związków. Mogę to zrobić, bo przecież na większość z nich pieniądze daje państwo.
Zmuszę do zmiany statutów. Wprowadzę zasadę, że władze w związku będą mogły trwać tylko dwie kadencje. Sprawię, że odejdą ludzie, którzy tkwią tam od kilkudziesięciu lat. Postaram się, aby ich miejsca zajmowali menedżerowie.
Finansuje, ale w mniejszym stopniu. Tam też zrobię porządek. W PZPN wymyślili sobie jakiś statut, który przewiduje konieczność powiadomienia delegatów na zjazd wyborczy z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Dzięki temu wciąż odwlekają te wybory. To jakaś bzdura. Nigdzie na świecie tak nie ma.
A chce się pan założyć, że jesienią Listkiewicza już nie będzie?
O co?
Bardzo dobrze. Dziennikarz i minister zademonstrują sportowym działaczom, jak się pije alkohol z umiarem.
Tylko nie to! Za alkohol? Nieszczęścia chodzą parami. A może to lato jest po prostu zbyt gorące.