Dziennik Gazeta Prawana logo

Burkhardt chce się w Szwecji wypromować

31 marca 2008, 23:17
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Nie chcę grzać ławy. Interesuje mnie gra przez 90 minut w każdym spotkaniu. W Legii było z tym ciężko. Nie do końca sobie tu poradziłem. Czas podjąć nowe wyzwanie" - mówi dziennikowi.pl Marcin Burkhardt, który pierwszego kwietnia zaczyna treningi w nowym klubie, szwedzkim IFK Norrkoping.

Dlatego, że chce grać w piłkę, a nie siedzieć na ławce. W Legii było z tym ciężko. Nie do końca sobie tu poradziłem. Chcę podjąć nowe wyzwanie.

Moim największym problemem były kontuzje. Mam taki organizm, że długo dochodzę po nich do pełnej sprawności. Kiedy dobrze przepracuję okres przygotowawczy, fizycznie i piłkarsko prezentuję się dobrze.

Nie sądzę. Rozmawiałem z nim i wszystko jest jasne. Przegrałem rywalizację z Piotrkiem Gizą, nie mieszczę się w obecnej koncepcji zespołu. Cóż, szanuję to i przyjmuję z pokorą.

Nie doszukiwałbym się w tym sensacji. Były kontuzje, kartki. Gdyby nie one, nadal oglądałbym mecze z ławki lub trybun. Klub ma swoje założenia, do których nie pasowałem. Przecież Łukasz Surma i Piotr Włodarczyk też musieli odejść, bo takie były plany działaczy.

Nie było czegoś takiego jak "grupa bankietowa". Tworzyliśmy po prostu grupę sympatycznych ludzi, którzy robili w zespole dobrą atmosferę.

Może to będzie dla kogoś zaskoczeniem, ale z "Surmikiem" i "Włodarem" byliśmy na wyjściach trzy, może cztery razy.

Bzdura. To były zwykłe wyjścia do dyskotek po wygranych meczach. To chyba nie jest problem, że piłkarz chce wyjść i napić się drinka, czy nawet dwóch. Ludzie może nie zdają sobie z tego sprawy, ale gra w Legii to gra pod wielką presją. Wspólne wyjście to próba ucieczki od niej. Można oczywiście odstresować się czytając książkę, czy grając w szachy. Jedni robią to tak, drudzy inaczej.

Oczywiście, że nie. Powiem szczerze - bardzo się cieszę, że wyjeżdżam do Szwecji. Naprawdę. Może to się wreszcie skończy, odetnie. Ludzie od kilku lat żyją moim rzekomym życiem nocnym, przeklejono mi łatkę, której nie mogę usunąć. Teraz będę miał wreszcie święty spokój, choć przyznam, że w ostatnim czasie takie pogadanki nie sprawiały mi już problemu. Podchodziłem do nich z uśmiechem na twarzy i dystansem.

Jak każdy zawodnik - że się czasem nie chciało, że nie podchodziło się do treningu zaangażowany w stu procentach. W wielu sytuacjach mogłem zachować się inaczej, lepiej, ale uczymy się na własnych błędach.

Wszystko co tu przeżyłem zapisuję na plus. Miły czas z małymi przebojami. Było jak w życiu - raz pod wiatr, a raz z wiatrem.

Wszyscy to powtarzają. Nawet trener Michniewicz powiedział ostatnio, że wyjeżdżam za szybko. Ja postrzegam to inaczej. Odbieram ten wyjazd w kategorii szansy. Chcę się, brzydko mówiąc, sprzedać. I zobaczymy, co dalej.

Spokojnie. Spójrzmy na to trochę przewrotnie. W Legii w szatni też było czternastu obcokrajowców. Myślę, że tam będzie podobnie

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj