Okazało się, że na sztucznym torze wcale nie trzeba się przewracać i wpadać w dziury (jak trzy tygodnie temu na Ullevi w Goeteborgu). W Danii nawierzchnia była przyczepna, więc dobry start nie był kluczem do wygranej. Niewielkie znaczenie miały też pola startowe. Ostatecznie najskuteczniejsza okazała się trzecia bramka, z której Gollob startował w półfinale i w finale - pisze DZIENNIK.
Polak był skupiony i niesamowicie szybki. "Tomasz wyprzedził mnie na pierwszej prostej. W decydującym biegu wezmę rewanż" – odgrażał się Pedersen po półfinale. W finale Gollob ograł jednak faworyta gospodarzy po raz drugi. Efektowną szarżą przy bandzie wprawił mistrza świata w osłupienie. "Gollob wykonał świetną robotę" – komplementował rywala Pedersen. "Celem numer jeden jest jednak zwycięstwo w całym cyklu, a przecież w generalnej klasyfikacji nieznacznie powiększyłem przewagę".
Tomasz Gollob: Naszego hymnu mogę słuchać o każdej porze dnia i nocy. Duńczycy zagrali dziś wydłużoną wersję Mazurka Dąbrowskiego i trochę mnie tym zaskoczyli. Skończyłem śpiewać pierwszą zwrotkę, refren, a oni nie przestawali grać.
Mówiłem już, że sztuczne tory mi nie przeszkadzają. Trzy tygodnie temu, w Goeteborgu, było za dużo dziur. Tam nawierzchnia przeszkadzała w jeździe. Na Parken wszystko było jednak przygotowane perfekcyjnie. Dlatego drugi raz w karierze wygrałem na jednodniowym torze. Przypomnę, że siedem lat temu zdobyłem Berlin.
Wygrałem w jaskini lwa. Nicki Pedersen czuł dzisiaj wsparcie duńskich kibiców i do samego końca jeździł jak nakręcony. Pokonałem go jednak dwukrotnie i wzmocniłem się psychicznie. Nicki zwykł mawiać, że jest szybszy od Golloba, więc te dwa zwycięstwa jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że złoto w indywidualnych mistrzostwach świata jest na wyciągnięcie ręki. Ale zapewniam, że nawet jeśli spełnię swoje największe marzenie, dalej będę startował. Kilka ładnych lat jazdy jeszcze przede mną.
Pieniądze nie mają dla mnie wielkiego znaczenia. Fajnie, że wywalczyłem prawo startu w prestiżowym biegu na koniec cyklu, ale najważniejszym celem pozostaje walka o tytuł. Cała reszta to tylko dodatek.
System punktowania może nie jest doskonały, ale to taki złoty środek. Nagradzani są zawodnicy, którzy równo jeżdżą w fazie zasadniczej i eksplodują formą na finiszu, czyli w dwóch ostatnich biegach. Kiedyś było tak, że żużlowiec, który zdobywał siedem punktów w pięciu wyścigach wygrywał potem finał i miał osiemnaście punktów gratis. Zdarzało się też, że lider po fazie zasadniczej tracił to, co zdobył wcześniej, bo nie udało mu się przebrnąć półfinału. To nie było sprawiedliwe.
Lubię ten tor. Mogę tam wygrać i zrobić kolejny krok na drodze do złota.