Nie, raczej nie. No, może trochę, że tak późno wszedłem. Tu w Hiszpanii, zwłaszcza w Racingu, nie gra się zbyt łatwo, czasem w meczu jest tylko jedna sytuacja i jak z niej nie
skorzystasz, nie masz szans na poprawę. Nie widzę, żebym coś źle robił, ale bramki nie chcą jakoś wpadać. Może to pech, może coś innego. W kadrze mamy inny system, inaczej jestem
wykorzystywany, pomocnicy grają bardziej na mnie.
Trener Marcelino ustawia was bardzo defensywnie. Na razie lepszej nikt mi nie znalazł.
Jest szansa na puchary europejskie, liga trwa jeszcze długo. Z drugiej strony nie ma presji, bo nikt tu się nie spodziewał, że tak daleko zajdziemy i tak długo będziemy utrzymywać się w
czołówce. Byłoby fajnie, gdyby się udało, nadzieje są, ale jeśli się nie uda, nic się nie stanie.
Kibice zawsze czekają, aż wrócimy z szatni. Z czymś takim wcześniej się nie spotkałem. Oni rozumieją sport. Wiedzą, że czasem się przegrywa.
Czasami ja gram od początku, bo trener stosuje popularny w Hiszpanii system rotacyjny. Na razie cieszę się, że tu jestem. Spełniły się moje marzenia -- gram w Hiszpanii. Tu w Kantabrii jest
pięknie. Miałem kilka innych propozycji, ale nie chciałem, bo nigdzie nie było jak w Santander. Ocean, przyroda, góry. Po prostu cudownie. Czego chcieć więcej? A do tego w niedzielę patrzy na
ciebie 25 tysięcy ludzi.
Przesada. Do tego czasu mamy jeszcze sporo meczów. Można sobie wiele razy popsuć albo poprawić humor. Najważniejsze, żeby zespół grał przyzwoicie, a reszta to pochodna dobrej gry.
Nie mam aż takiej wyobraźni.
Nie grałem z Rogerem, nigdy nie widziałem go w akcji. Nie chcę się wypowiadać, musiałbym z nim pograć, żeby wyrobić sobie zdanie. W naszej drużynie naciska nowe pokolenie, a ja już nie
należę do tych młodych, mam 27 lat.
Może rzeczywiście jest coś takiego, bo dziennikarze bez przerwy do mnie dzwonią. Ja jednak w Polsce bywam od święta, więc nie do końca zdaję sobie z tego sprawę. Zresztą nie uważam
się za polskiego piłkarza numer 1, mogę być nawet 9 albo 10. Nie wiem, czy to można nazwać ebimanią. Ale na pewno było fajnie, kiedy cały stadion skandował moje imię, tak jak było podczas
meczu z Belgią czy Portugalią.
Dojrzałem, ale generalnie jestem taki sam. Po prostu więcej widziałem, więcej ludzi poznałem, rutyny nabrałem. Nie mam już 18 lat. Zawsze chętnie rozmawiałem, ale nie przed meczem,
dlatego mówili, że jestem arogantem.
Podoba mi się to. Ok, niech przychodzą, nie mam nic przeciwko temu.
Nie mam manier gwiazdorskich. Nie jestem człowiekiem z show biznesu, kimś z Hollywood. To nie jest moje życie. Jeśli ktoś powie, że uderzyła mi sodówka, to znaczy, że kompletnie mnie nie
zna.
Wszyscy chcą, bym strzelał i ja strzelam, ale to nie może trwać wiecznie. Ludzie muszą zrozumieć, że nie tylko ja jestem od zdobywania bramek.
Patrzę na siebie i widzę, że to, co osiągnąłem, jest ok. Tak w sam raz. Nie myślę o tych wielkich klubach, wiem, co potrafię, mam ambicję, ale bez przesady.