Dziennik Gazeta Prawana logo

Charles Leclerc ruszy z pole position do Grand Prix Monaco

28 maja 2022, 18:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Charles Leclerc
<p>Charles Leclerc</p>/PAP/EPA
Startujący przed rodzimą publicznością Charles Leclerc ruszy w niedzielę z pierwszego pola do wyścigu Formuły 1 o Grand Prix Monaco, stanowiącego siódmą rundę mistrzostw świata.

W sobotnich kwalifikacjach Monakijczyk wyprzedził innego kierowcę Ferrari - Hiszpana Carlosa Sainz jr. Broniący tytułu i prowadzący w klasyfikacji MŚ Holender Max Verstappen (Red Bull), który przed rokiem triumfował na ulicznym torze w Monte Carlo, był czwarty. Wyprzedził go także kolega z teamu Sergio Perez. Meksykanin tuż przed końcem kwalifikacji uderzył w bariery i zatrzymał się tuż przed słynnym tunelem.

Siedmiokrotny mistrz globu Brytyjczyk Lewis Hamilton, który w GP Monaco był najszybszy trzy razy, musiał się zadowolić ósmym miejscem. Szósty był jego rodak i partner z ekipy Mercedesa - George Russell.

W klasyfikacji generalnej MŚ po sześciu wyścigach prowadzi Verstappen, który o sześć punktów jest lepszy od Leclerca.

Pierwszy wyścig F1 w Monte Carlo odbył się w 1950 roku, wygrał go Argentyńczyk Juan Manuel Fangio jadący Alfa Romeo. Rekordzistą jest nieżyjący już Brazylijczyk Ayrton Senna, który triumfował sześć razy, a pięć z rzędu w latach 1989-93. Po pięć wygranych mają Brytyjczyk Graham Hill i Niemiec Michael Schumacher, a cztery Francuz Alain Prost.

W niedzielę kierowcy będą mieć do pokonania 78 okrążeń, z których każde liczy 3,337 km i ma 19 zakrętów - 8 lewych i 11 prawych. Długość całego dystansu to 260,28 km.

Obecnie Tor Circuit de Monaco, którego budowa co roku trwa ponad dwa tygodnie, tworzą ulice Monte Carlo i La Condamine. Na trasie jest sporo wzniesień, ciasnych zakrętów i bardzo wąskich odcinków. To powoduje, że jest to jeden z najbardziej wymagających torów F1, na którym praktycznie tylko w jednym miejscu istnieje możliwość wyprzedzania. Jednocześnie tor uważany jest przez kierowców za jeden z najbardziej niebezpiecznych, choć z racji mniejszych prędkości nie dochodzi tam do wielu groźnych wypadków.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Michał Ignasiewicz
oprac. Michał Ignasiewicz

Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraZagorzały krytyk Trumpa wybiera się do USA. Na żywo obejrzy finał mundialu »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj