Właściwie po każdych igrzyskach, z których nasza reprezentacja przywozi medale, ekipy telewizyjne wybierają się filmować miejsca, w których medaliści zaczynali kariery lub przygotowywali się bezpośrednio do występów. Po letnich igrzyskach w Pekinie pokazywano salę gimnastyczną, w której trenował złoty medalista Leszek Blanik. Gimnastyk rozbieg do skoku musiał brać z korytarza – sala gimnastyczna była zbyt krótka. Ekipa TVN 24 wybrała się z kolei do mistrza świata w rzucie młotem Pawła Fajdka. Okazało się, że trenuje na zarośniętej łące. Joanna Fiodorow, koleżanka medalisty, pokazywała dziennikarzom wysokie krzaki i opisywała, że znajomi Fajdka asystują przy treningach, szukając w nich młotów po rzutach. Telewizja pokazywała też warunki, w jakich trenowała młocistka Anita Włodarczyk, medalistka mistrzostw świata w Moskwie. Choć na warszawskim stadionie Skry powstała nowa rzutnia, działacze tłumaczyli w rozmowie z telewizją, że Włodarczyk nie może jej używać, bo muszą oszczędzać obiekt na zawody.

Reklama

Przykłady można mnożyć: Damian Janikowski, brązowy medalista mistrzostw Europy w zapasach, trenuje w hali, której nie remontowano od 30 lat. Justyna Kowalczyk latem wyjeżdża za granicę, bo w Polsce nie ma dobrej wybetonowanej rolkostrady. Zawodniczka nazwała to zresztą swoją największą porażką i w notce na blogu apelowała do władz Centralnego Ośrodka Sportu, by zainwestowały w pięciokilometrową trasę. Argumentowała, że brak takiego obiektu kosztował zdrowie Sylwię Jaśkowiec, która w 2010 r. uległa poważnemu wypadkowi, kiedy trenując na drodze publicznej, ratowała się przed zderzeniem z autobusem, skręcając do wybetonowanego rowu. Jaśkowiec, będąc u szczytu formy, musiała się zająć rehabilitacją i przechodziła kolejne operacje.

Cały tekst Anny Wittenberg, pokazujący prawdę o finansowaniu dobrze zapowiadających się sportowców, przeczytasz w elektronicznej wersji Magazynu DGP >>>