Imponująca była ta twoja walka o powrót na tor, bo los Cię nie oszczędzał. Trzy, cztery razy operowany obojczyk?

Reklama

Kamil Kuczyński: Tak. Niestety, trzy razy musiałem mieć operowany ten sam obojczyk. Trochę z własnej winy zgotowałem sobie ten los, ponieważ za szybko chciałem wrócić do kolarstwa i już 2 dni po pierwszej operacji byłem na rowerze i trenowałem, a trzy tygodnie po operacji chciałem startować na Pucharze Świata. Niestety kość nie zrosła się dobrze, a w międzyczasie pękła blacha tytanowa. Lekarz powiedział, że pierwszy raz spotkał się z czymś takim. Było to spowodowane treningami, co pokazuje jak intensywne i duże obciążenie przyjmujemy, jeżeli blacha tytanowa pęka, a kości nie pękają; pokazuje to również, jak niesamowity jest ludzki organizm.

Niestety, blacha pękła i potrzebna była kolejna operacja. Po niej okazało się, że kość źle się zrosła, otworzył się staw rzekomy i trzeba było przeprowadzić jeszcze jedną operację. Odbyła się w maju u dr Ficka i pomału wracałem do sportu, ale w sierpniu, na 4 dni przed mistrzostwami Polski w Czechach zdarzył się kolejny wypadek. Problemy z obojczykiem wróciły i obawialiśmy się, że będzie potrzebna kolejna operacja. Na szczęście wystarczyła rehabilitacja u mojej dziewczyny, która jest znakomitą fizjoterapeutką. Postawiła mnie na nogi i dzięki temu udało się wystartować w zawodach Pucharu Świata w Hongkongu.

Te wszystkie operacje w ciągu półtora roku, a więc tym większym wyczynem był powrót na tor z tak dobrymi wynikami. Walczysz o igrzyska olimpijskie. Wiadomo, że w sprincie indywidualnym liczy się Damian Zieliński, ale jest też szansa na sprint drużynowy.

Zgadza się; Damian walczy o klasyfikację indywidualną, ale walczy też drużyna. W razie awansu będziemy mogli wystawić kolejną osobę w sprincie, a także w keirinie. Mielibyśmy wówczas dwóch sprinterów i zawodnika w keirinie. Wszystko zależy od dyspozycji w najbliższych miesiącach, bo do igrzysk pozostaje jeszcze pół roku. Mamy dobrą, mocną ekipę 6 zawodników i każdy z nich może wystrzelić na igrzyska. Mamy nadzieję, że któryś z nas zdobędzie medal.

Gorąco w to wierzymy; najlepiej, żeby wszyscy wrócili z medalami. Przed igrzyskami czekają nas mistrzostwa świata na torze w Londynie. Będzie to ostatnia szansa uzyskania kwalifikacji.

Mamy ten komfort, że możemy być dwa miejsca za Rosjanami, żeby zachować miejsce na igrzyskach. Oczywiście nie będziemy tak kalkulować i będziemy walczyć o jak najwyższą lokatę i jak najlepszy czas. Wszystko okaże się na torze w Londynie, który znamy z Pucharów Świata i igrzysk. To specyficzny tor; dobrze, że już się na nim ścigaliśmy. Wiemy mniej więcej czego się spodziewać i jak pojechać taktycznie.

Jest nas kilku i każdy może wystartować; zobaczymy jak będzie z dyspozycją dnia, bo prawdopodobnie pojedziemy całym, 6-osobowym składem. Dzięki temu trener będzie mógł wystawić najlepszych zawodników na dzień startu.