Gdy przed niespełna miesiącem Małgorzata Białecka i Piotr Myszka w bezprecedensowy sposób zdobyli złote medale mistrzostw świata w klasie RS:X, oprócz oczywistej radości z ich sukcesu pojawiło się wiele pytań. Czy to nie za wcześnie na szczyt formy? Czy utrzymają wysoki poziom do igrzysk? Czy to nie tak, że po prostu rywale „odpuścili” koncentrując się przede wszystkim na regatach w Rio? Owszem, od lutego do sierpnia, kiedy to na wodach Marina de Gloria rozgorzeje walka o olimpijskie złoto jeszcze dużo czasu i wiele może się wydarzyć. Ponadto sezon, w którym rozgrywane są igrzyska zawsze rządzi się swoimi prawami a historia zna wielu mistrzów, którzy szczyt formy budowali raz na cztery lata. Jednak pamiętać należy również o tym, że polscy zawodnicy to nie debiutanci ale profesjonaliści w każdym calu, którzy na stałe zadomowili się w światowej czołówce. Mistrzostwa świata w izraelskim Ejlacie rozpoczęły olimpijską wojnę nerwów i giełdę pytań a reprezentanci Energa Sailing Team Poland doskonale ją podgrzali.

Wielka szkoda, że system kwalifikacji na igrzyska olimpijskie pozwala wystawić tylko jednego zawodnika z danego kraju – mówi Przemysław Miarczyński, zdobywca brązowego medalu na igrzyskach w Londynie w 2012 roku. Mamy wyjątkowo mocny i wyrównany zespół a choć windsurfing jest dyscypliną indywidualną, to współpraca między zawodnikami odgrywa niezmiernie istotną rolę, tak jak w kolarstwie szosowym. Z pewnością moglibyśmy walczyć o więcej niż tylko jeden medal – przekonuje popularny Pont. W jego deklaracjach trudno doszukać się przesady, jeżeli spojrzeć na wyniki najważniejszych międzynarodowych imprez z ostatnich lat, w których możliwość wystawienia kilku zawodników już istnieje. Wystarczy wspomnieć Maję Dziarnowską, czwartą zawodniczkę mistrzostw Europy w 2015 roku i Zofię Noceti – Klepacką, zdobywczynię brązu na tych samych zawodach czy też Pawła Tarnowskiego, ubiegłorocznego mistrza Europy, któremu nieraz zdarzało się już „pogodzić” starszych kolegów, czyli Przemysława Miarczyńskiego i Piotra Myszkę.

Warta odnotowania jest również pokoleniowa zmiana, która zachodzi w polskim wyczynowym windsurfingu. Miejsce rutynowanych „wyjadaczy” zajmują młodsi, którzy z powodzeniem utrzymują wysoki poziom biało – czerwonej klasy RS:X. Dobrym przykładem jest tu 22-letni Paweł Tarnowski (dla porównania Piotr Myszka ma 34 a Przemysław Miarczyński 36 lat) czy Radosław Furmański, tegoroczny brązowy medalista mistrzostw świata w kategorii U23. To moim zdaniem największy sukces polskiego żeglarstwa, że od lat utrzymujemy wysoki, światowy poziom – mówi Małgorzata Białecka, która reprezentować będzie Polskę na igrzyskach w Brazylii. Myślę, że to przede wszystkim zasługa ludzi, dla których żeglarstwo jest prawdziwą życiową pasją, zarówno szkoleniowców, jak i zawodników. Starsi zarażają nią młodszych, młodsi uczą się od doświadczonych kolegów i za chwilę będą inspirować tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z żaglami. Bez pasji do sportu nie byłoby to możliwe – dodaje.

Siła polskiego windsurfingu i sukcesy naszych reprezentantów stały się bodźcem do rozwoju programu edukacji żeglarskiej dla najmłodszych Energa Sailing, który od ubiegłego roku obejmuje również naukę pływania na deskach z żaglem. Zajęcia prowadzone są w czterech ośrodkach w Polsce dzięki współpracy Grupy Energa i Polskiego Związku Żeglarskiego. Początkowo zdecydowaliśmy się na poszerzenie programu o naukę żeglowania w windsurfingu w Sopocie i Warszawie, na zasadzie pilotażu – mówi Maciej Ruwiński z Grupy Energa. W tym roku dołączyły Gdańsk i Kalisz, dzięki czemu łącznie 200 dzieci w wieku od 9 do 11 lat zacznie w tej edycji programu przygodę z windsurfingiem. Być może znajdą się wśród nich następcy Gosi Białeckiej, Przemka Miarczyńskiego czy Piotra Myszki, którzy za kilka lat również będą walczyć o medale olimpijskie i mistrzostw świata – dodaje.

Każdy ośrodek, w którym prowadzone jest żeglarskie szkolenie najmłodszych ma swojego patrona – zawodnika Energa Sailing Team Poland. W Sopocie jest nim Przemysław Miarczyński, w Warszawie Małgorzata Białecka, w Kaliszu Maja Dziarnowska a w Gdańsku Piotr Myszka. Dzięki wspólnym treningom uczestnicy zajęć mają więc szansę spotkać i uczyć się od najlepszych. To dowód, że słowa o przekazywaniu żeglarskiej pasji na kolejne sportowe pokolenia nie są tylko pustym frazesem.