Dziennik Gazeta Prawana logo

Neymar z plutonu. Czy w zamieszaniu wokół jego transferu jest jeszcze miejsce na piłkę nożną?

11 sierpnia 2017, 11:56
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Neymar
Neymar/Newspix
Brazylijski zawodnik oficjalnie został najdroższym piłkarzem w historii futbolu. Ale czy w zamieszaniu wokół jego transferu jest jeszcze miejsce na piłkę nożną?

Paris Saint-Germain zapłacił FC Barcelonie za transfer Brazylijczyka Neymara Jr. rekordową kwotę 222 mln euro. To półtora raza tyle, ile wynoszą łączne budżety 16 klubów polskiej Ekstraklasy i 18 z pierwszej ligi. Nieco więcej, niż kosztowało wybudowanie przed Euro 2012 zupełnie nowych stadionów w Gdańsku lub Wrocławiu. Nieco mniej niż budowa mostu Północnego w Warszawie. To także kwota przewyższająca roczne PKB co najmniej pięciu niepodległych państw – Palau, Wysp Marshalla, Nauru, Kiribati i Tuvalu.

Zamiast Neymara można kupić jednego nowego Boeinga 787-9 Dreamliner lub 92 egzemplarze Bugatti Chiron, będącego obecnie najdroższym seryjnie produkowanym samochodem na świecie. Albo kupić dobrze prosperującą firmę z wieloletnią tradycją – w lipcu za minimalnie mniejszą kwotę przejęty został Getronics, holenderska firma z branży IT, która zatrudnia 4,5 tys. osób, działa w 20 krajach i osiąga roczne obroty rzędu 500 mln euro. Można wyliczać dalej – żywy Neymar jest bez porównania więcej wart niż jego naturalnej wielkości i wagi figura ze szczerego złota czy platyny – aby koszt był zbliżony, pomnik piłkarza musiałby zostać wykonany z plutonu, którego cena wynosi ok. 4 tys. dol. za gram. A do tego wszystkiego dochodzi najwyższa w historii futbolu pensja dla piłkarza wynosząca prawie 577 tys. euro netto tygodniowo. Przeciętny Francuz, aby tyle zarobić, musiałby pracować 21 lat i 7 miesięcy. Przeciętny Brazylijczyk – 84,5 roku. Na to, by zarobić 150 mln euro netto, które Neymar dostanie w czasie pięcioletniego kontraktu, i przeciętny Francuz, i przeciętny Brazylijczyk potrzebowaliby tysięcy lat.

Seryjne bicie rekordów

Nie ulega wątpliwości, że transfer Neymara do PSG zmienia reguły gry na piłkarskim rynku. To największe w historii piłki nożnej przebicie dotychczasowego rekordu transferowego – o 124,72 proc. wobec tego, co przed rokiem Manchester United zapłacił za Paula Pogbę – a także pierwszy od 85 lat przypadek, by ów rekord został pobity o ponad 100 proc. Po raz pierwszy tego wyczynu dokonał klub z Francji, której liga w ostatnich latach miała coraz większe problemy z dotrzymaniem kroku angielskiej, hiszpańskiej i niemieckiej. Na dodatek paryski zespół wyciągnął z wyżej notowanej zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym Barcelony – i to wbrew jej woli – drugą co do wielkości gwiazdę. Paris Saint-Germain z bogatego klubu z aspiracjami zmienił się w jedną z europejskich superpotęg i faworyta do wygrania Ligi Mistrzów. Ten transfer przenosi również piłkę nożną na zupełnie nowy poziom – jeszcze nigdy przejściu jakiegoś zawodnika nie towarzyszyły takie emocje. Być może jest także ostatecznym potwierdzeniem, że futbol stał się przede wszystkim wielkim biznesem.

Pieniądze i związane z nimi kontrowersje były obecne w piłce niemal od samego początku i udawanie, że pojawiły się one w ostatnich kilku czy kilkunastu latach, byłoby zaprzeczaniem faktom. Zalegalizowanie w 1885 r. przez The Football Association profesjonalizmu zostało wymuszone tym, że kluby z przemysłowej północy Anglii i tak już zaczęły płacić piłkarzom (pierwszy był nieistniejący już Darwen FC w 1878 r., później też Accrington FC oraz Preston North End) i zagroziły stworzeniem własnej federacji. Gdy trzy lata później powstała liga, zawodnicy podpisywali z klubem kontrakt na dany sezon, ale po jego zakończeniu byli wolni i w kolejnym mogli dojść do porozumienia z inną drużyną. Aby zapobiec ściąganiu zawodników przez większe i bogatsze kluby, od sezonu 1893–94 wprowadzono zasadę, że piłkarz – nawet po upływie kontraktu – nie mógł być zarejestrowany w nowym zespole bez zgody dotychczasowego. A kluby szybko wpadły na to, że do wyrażenia takiej zgody można zachęcić pieniędzmi. W 1893 r. Szkot Willie Groves przeszedł z West Bromwich Albion do Aston Villi za sto funtów (ale pamiętajmy, że ówczesne 100 funtów miało zupełnie inną wartość niż obecnie) i transferowa karuzela ruszyła. Granica 1 tys. funtów pękła w 1905 r., gdy walczący o uniknięcie spadku Middlesbrough kupiło z Sunderlandu Alfa Commona. Middlesbrough utrzymało się w lidze, ale wydatek spowodował, że w tamtym sezonie zanotowało stratę w wysokości 1035 funtów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Autor bez zdjęcia
Bartłomiej Niedziński
Dziennikarstwem zajmuje się od 11 lat, przed „DGP” pracował m.in. w Polskiej Agencji Prasowej, „Życiu”, „Przekroju”, „Fakcie” i „Dzienniku”. Absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się Europą Zachodnią, w tym przede wszystkim Wielką Brytanią i Irlandią, Ameryką Łacińską, a także rynkami surowcowymi.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraBoris Johnson kontra "najniebezpieczniejsza kobieta Wielkiej Brytanii". Kto wygra to starcie? »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj