Dziennik Gazeta Prawana logo

Spowiedź skorumpowanego trenera

22 stycznia 2010, 11:02
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Zbiórki były po tysiąc, dwa, czasem cztery tysiące złotych za mecz, w zależności od klasy rywala" - mówi o korupcyjnym procederze w piłce nożnej Dariusz Wdowczyk. "To nie my, trenerzy, wymyśliliśmy ten system, ale daliśmy się w niego wplątać" - dodaje skazany za korupcję w piłce trener.

: Dało, szczególnie przez ostatnie dwa lata, czyli od rozpoczęcia sprawy o mój udział w korupcji.

To prawda. Ale tego nie żałuję. Jeszcze raz okazało się, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie... Przyjaciół i znajomych przesiałem przez gęste sito. Ci, którzy pozostali przy mnie w trudnych chwilach, pewnie pozostaną przymnie już zawsze.

Wszyscy to bardzo mocno przeżyliśmy.

Jesteśmy małżeństwem od bardzo dawna, a znamy się od trzynastego roku życia. Ale mimo że mamy tego stażu ponad 30 lat, to i tak przeżyła szok. Tak jak i dzieci. (...)

To nie była zabawa. To nie my, trenerzy wymyśliliśmy ten system, ale daliśmy się w niego wplątać. Zrobiliśmy rzeczy, których robić nie należało. Już dawno wiem, że nie było warto.

Gdy Korona Kielce grała w III lidze, zgłosił się do mnie człowiek - Andrzej B. i powiedział, że po raz drugi nie awansujemy do II ligi, bo jest na nas zawiązany układ. Że nie mamy szans. Tak jak nie mieliśmy w poprzednim sezonie, gdy awansowała Cracovia. Andrzej B. przedstawił się jako osoba, która tamten awans Cracovii załatwiła.

Zaczęło się od spotkania u mnie w domu: ja, mój asystent Andrzej W., Jerzy E. junior i właśnie Andrzej B. Na tym spotkaniu nie zapadły żadne decyzje. Musiałem najpierw porozmawiać ze starszymi zawodnikami Korony, z radą drużyny. Młodzi piłkarze nie brali w tym udziału. I rada drużyny zaakceptowała propozycję Andrzeja B.

Nie. Gdyby zawodnicy się nie zgodzili, to sam nic bym nie zdziałał. (...)

To prawda. Tak było. Zebraliśmy się na środku z grupą starszych zawodników, bo zgłaszali wątpliwości, czy ich pieniądze nie są łupem oszusta. Z ich obserwacji na boisku wynikało, że żadnej „pomocy" zewnętrznej nie ma. Chyba nawet mieli rację. Mnie postawiono 15 zarzutów przekupstwa, a w ośmiu przypadkach z tych piętnastu w ogóle nie doszło do przekazania pieniędzy, bo sędziowie tych łapówek nie przyjęli. Tak wynika z ustaleń śledztwa. Nie wiem, co z tymi pieniędzmi zrobił Andrzej B. Może brał je dla siebie, a nam mówił, że wszystko jest załatwione?

Nie wiedziałem. Zbiorki były po tysiąc, dwa, czasem cztery tysiące za mecz - w zależności od klasy rywala dzielone na kilkunastu zawodników i trenerów. Piłkarze nie mieli problemów finansowych. Klub wywiązywał się ze swoich zobowiązań. A kto potrzebował, temu pożyczaliśmy. Oddawał, gdy był w stanie oddać.

p

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj