Dziennik Gazeta Prawana logo

Czeski film o Odrze Wodzisław

22 marca 2010, 09:48
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Piłkarze Odry Wodzisław walczą o utrzymanie w ekstraklasie. Natomiast za drzwiami szatni trwa walka o władzę między polskimi i czeskimi udziałowcami spółki. Czesi wręcz sugerują, że PZPN powinien odebrać klubowi licencję.

Prezes Ireneusz Serwotka zagranicznych partnerów określa mianem zorganizowanej grupy. Niewiele brakuje, by dodał - przestępczej. Opowiada o fałszowaniu podpisów i zmowie Czechów z komornikiem. - Pan Serwotka widzi dwóch pijanych żołnierzy i mówi, że całe wojsko jest nietrzeźwe - ripostuje Andrzej Surma, pełnomocnik czeskiej firmy Rovina, do której należy 20 procent akcji klubu.

Na przełomie 2008 i 2009 roku firma Parimex (z kapitałem zakładowym w wysokości 100 tysięcy koron) chciała odkupić pakiet akcji spółki MKS Odra SA od stowarzyszenia MKS Odra.

- Chcieliśmy wiedzieć, kto za nią stoi. Niski kapitał wymuszał pytanie, skąd firma będzie mieć pieniądze na działalność? W końcu pan Surma wydusił z siebie, że chodzi o Juliusa Sabo. Okazało się, że ciążą na nim poważne oskarżenia. Słyszałem, że sąd skazał go na 11 lat więzienia. Do transakcji nie doszło. Ofertę w imieniu Sabo składali Martin Pulpit, Marek Zdrahal i Karel Possinger, a więc ludzie Zdenka Zlamala, szefa Roviny - opowiada Serwotka.

- Parimex ma niski kapitał, bo to firma windykacyjna. Prezes Miroslav Godula to człowiek godny zaufania. Gdy poznał prawdę na temat Sabo, wycofał się. Zdrahal i Possinger zrobili to samo. Szkoda, bo Parimex mógł przyciągnąć do klubu kilka mocnych finansowo podmiotów - przekonuje Surma.

W marcu 2009 r. znowu zjawiła się trójka Zdrahal - Pulpit - Possinger.

- Tym razem chodziło o kontrakt wiązany. Rovina miała odkupić od Stowarzyszenia 20 procent akcji, a firma Albresa zawrzeć z klubem umowę na 3,5 roku i płacić nam milion rocznie. Zgodziliśmy się, bo oferta była ciekawa, a poza tym mieliśmy dość słuchania, że blokujemy zagraniczny kapitał - wyjaśnia Serwotka.

Umowa z Albresą była negocjowana z jej szefem Martinem Lafkiem. Dokument do podpisu przywiózł jednak Pulpit. Pierwszą ratę z Albresy przyniesiono do Odry... w reklamówce.

- Do dziś nie rozumiem, dlaczego Lafek podpisał umowę. Albresa potrafi zdobywać pieniądze, ale to było dla niej za wiele. Nie wrzucajmy jednak obu firm do jednego worka. Rovina kupiła akcje w marcu, natomiast Albresa umowę podpisała miesiąc później. Te dwie sprawy nie miały ze sobą związku - wyjaśnia Surma.

p

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj