Petr Rada: Nie powiedziałbym tego. Owszem, nie mamy już Pavla Nedveda, Vladimira Smicera czy Karola Poborsky’ego. Zapewniam jednak, że ich następcy potrafią grać z podobnym polotem i fantazją. Według mnie taki Tomas Ujfalusi często zbliża się do poziomu swoich znanych poprzedników. Inni chłopcy też umieją dać czadu. Dowiedliśmy tego choćby w zremisowanym 2:2 na Wembley meczu z Anglią.
Myślę, że obie drużyny pokazały w tamtym meczu klasę. Bardzo pochwaliłem po tym spotkaniu swoich podopiecznych. Mieli olbrzymią wolę zwycięstwa, nie wystraszyli się kilkudziesięciu tysięcy wrogo nastawionych ludzi na stadionie.
Szczerze to namawiałem go, żeby został. Nie posłuchał mnie jednak, był bardo zdeterminowany, naprawdę chciał odejść.
Tak. Po długiej i szczerej rozmowie najpierw obiecał mi, że będzie przyjeżdżał na zgrupowania, jeżeli reprezentacja znajdzie się w potrzebie. Potem jednak niestety znowu zmienił zdanie. Urodziło mu się drugie dziecko, uznał, że cały swój czas podzieli pomiędzy pomaganie żonie w obowiązkach domowych, a grę w rosyjskiej Samarze.
Nie zgodzę się z tą tezą. Tomas naprawdę daje dużo mojej drużynie. Ma inny styl i inny charakter od Pavla, dlatego unikałbym w ogóle porównania tych zawodników.
Chodzi o co innego – po tym sukcesie kilku chłopaków wyjechało do zagranicznych klubów. To był błąd. Przestali się rozwijać, bo nie umieli sobie wywalczyć miejsca w składzie. Moim zdaniem powinni zostać w Czechach, pograć w ojczyźnie jeszcze rok lub dwa. To wyszłoby na dobre zarówno im, jak i naszej drużynie narodowej.
Odpowiem tak: pilnie śledzę to, co dzieje się w waszej piłce. Znajomi tłumaczą mi artykuły z polskich portali, więc jestem na bieżąco. Ale nie chciałbym komentować tej sprawy. Nie zajmuje się problemami rywali, a tym, żeby przygotować swój zespół jak najlepiej do meczu w Chorzowie. Tam czeka nas prawdziwa wojna.
Oj, jestem zdziwiony, że nie docenia pan swojej reprezentacji. Ja czuję do niej wielki respekt.
Oczywiście.
Boję się Mariusza Lewandowskiego, Euzebiusza Smolarka i Jacka Krzynówka. To doświadczeni zawodnicy, którzy w każdej chwili mogą jednym błyskotliwym zagraniem położyć rywala na łopatki.
Ależ nie ma pan racji! Ta trójka może i nie występuje co tydzień, ale za to regularnie bardzo ciężko trenuje. Dzięki temu podtrzymuje dobrą dyspozycję, którą może pokazać w meczach kadry.