Dziennik Gazeta Prawana logo

Barcy kryzys niestraszny

13 listopada 2008, 00:39
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Marketing w Barcelonie to opowieść o tym, jak spłacić długi, ominąć kryzys i zarobić 20 milionów euro na jednym sklepie" - mówi DZIENNIKOWI Sofia Moya, Dyrektor Generalny FC Barcelona Merchandising.


Załamanie na rynkach dotyczy wszystkich sektorów, nie tylko sportowego. Merchandising Barcelony w bardzo dużym stopniu zależy od turystyki. Nasze produkty są pozycjonowane w taki sposób, żeby przyciągnąć jak najwięcej nabywców spoza Katalonii. I jeśli Hiszpanię odwiedziło piętnaście procent mniej turystów niż rok temu, to Barcelona sprzedała mniej koszulek i innych gadżetów z logo klubu. Teraz ciężko oszacować ile pieniędzy w związku z kryzysem straciliśmy w trzecim i czwartym kwartale roku, ale prognozy nie wyglądają najgorzej. Drużyna od początku sezonu gra wyśmienicie, a to kluczowy czynnik odpowiadający za przychody. Jeżeli piłkarze utrzymają ten poziom i zdobędą cenne trofea, kryzys przejdziemy łagodniej niż inne kluby. Może być nawet tak, że w przyszłym roku zarobimy więcej niż w obecnym.


Z szacunków wynika, że budżet w stosunku do ubiegłego sezonu znacznie wzrośnie (z 309 milionów euro do 380 - przyp. red.). Ten wzrost wynika przede wszystkim z lukratywnego kontraktu z Nike, który Barca podpisała na dziesięć lat. Ale także z dodatkowych wpływów marketingowych. Dam przykład: Rok temu nasz największy oficjalny sklep FCBotiga Megastore, który znajduje się obok Camp Nou odwiedziło półtora miliona osób - więcej niż wszystkie muzea w Barcelonie. Zarobiliśmy na nim ponad 20 mln euro.


Kiedy prezesem został Joan Laporta, klub postawił na jak najszybsze spłacenie wierzytelności. Ten proces trwa od czterech lat i przyznaję, że jesteśmy blisko spłacenia całego długu. W tej chwili Barcelona jest jednym z najczystszych klubów w Hiszpanii. To bardzo ważne, by banki ufały nam w stu procentach. Czekają nas przecież nowe projekty jak choćby budowa stadionu.


Oczywiście. Z marketingowego i sportowego punktu widzenia. Pep to młody, pełen energii człowiek i jest rodowitym Katalończykiem, a to jeszcze bardziej utożsamia go z klubem. Poza tym bronią go wyniki.


Rynek jest brutalny. Nie znosi próżni. Po trzech grubych latach jaki Ronaldinho spędził w Katalonii, czwarty był bardzo chudy. Marketingowo okazał się kompletną klapą. Wcześniej grał super, popisywał się magicznymi zagraniami, ale cała ta joga bonito nagle gdzieś się ulotniła. Czar prysł, skończył się pewien etap. Nie ma Ronaldinho, jest Messi. Argentyńczyk to dziś nasza najlepsza wizytówka.


Strategia marketingowa zakłada rozwój globalny. Każdy rynek jest ważny. Mamy w waszej części Europy kilka sklepów, ale wszystkie działają na zasadzie sublicencji. Nie są to butiki Barcy, ale stoiska wieloklubowe.


Przez najbliższe dziesięć lat nic w tej kwestii się nie zmieni. Na koszulkach będzie widniało wyłącznie logo Nike. Okazjonalnie mogą się pojawiać reklamy kampanii społecznych - takich jak ta obecna UNICEFu.


Pieniądze na transfery są. Jako specjalista od marketingu życzyłabym sobie, żeby kiedyś trafił do nas Cristiano Ronaldo. To byłby hit!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj