Jeśli FIFA uzna, że umowy nie są zgodne z prawem, polskie kluby zatrudniające graczy mogą mieć kłopoty.
Wszyscy podpisują kontrakty z Wisłą Ustronianka, klubem z południa Polski występującym w lidze okręgowej. Każdego z nich do naszego kraju sprowadził polski menedżer Wiesław Grabowski – szara eminencja afrykańskiego futbolu.
Transferem dwudziestokilkuletnich O Zimbabweńczykach zrobiło się głośno. O pieniądze zaczęły się dopominać ich poprzednie kluby i rodzima federacja. Wybuchł skandal, aferę podchwyciły media. 9 kwietnia w dzienniku „The Herald” ukazał się artykuł zatytułowany „Dirty Polish Link”, w którym Robson Sharuko skrupulatnie opisuje proceder „handlu tanim piłkarskim towarem”. Wyłania się obraz futbolowej szajki, która pod przykrywką wirtualnego klubu zarabia grube miliony, wywożąc do Polski utalentowanych piłkarzy.
Na czym polega ten niewolniczy mechanizm? klub DT Africa United. Polak – zgodnie z tamtejszym prawem – zostawił jednak sobie akademię piłkarską (pod niezmienionym szyldem) i zaczął hurtowo sprowadzać do niej zawodowych graczy. Kontrakty z DT Africa Utd podpisała wspomniana na początku czwórka zawodników, a także Chinyama i testowany w styczniu przez Legię, a dziś zawodnik pierwszoligowego Podbeskidzia Bielsko-Biała, Clemence Matawu.
Grabowski, obiecując piłkarzom przeprowadzkę do Europy, przekonał ich do nieprzedłużania umów z dotychczasowymi pracodawcami i związania się wyłącznie z jego akademią. Po miesiącu każdy z nich wyjechał do Polski. W ten sposób Grabowski nie wydał na piłkarzy w Zimbabwe ani grosza, za to na ich sprzedaży polskim klubom zarobił kilkaset tysięcy euro (Legia rok temu za samego Chinyamę zapłaciła Grabowskiemu 300 tys. euro). Costa Nhaominesu, 23-letni błyskotliwy pomocnik, pod koniec 2007 roku postanowił nie przedłużać kontraktu z Masvingo United. Po kilku dniach był już w akademii Grabowskiego, a po chwili w Polsce – za darmo! Masvingo wykształciło tego piłkarza, kładło na jego rozwój i szkolenie, wydało na niego fortunę. W zamian nie dostali złamanego centa – dodaje dziennikarz.
– To, co robi pan Grabowski, można nazwać niewolnictwem. Traktuje piłkarzy przedmiotowo. Podpisuje z nimi kontrakty, a potem robi z nimi co chce. Wysyła gdzieś do Polski i nikt z kraju nie ma z nimi kontaktu. Nie wiem, co tam się z nimi dzieje – mówi nam zajmująca się aferą i współpracująca z FIFA sekretarz generalny zimbabwańskiej federacji Henrietta Rushwaya. – Pan Grabowski jest cwany. który łożył pieniądze na jego wyszkolenie i wychowanie. Piłkarz przechodzi do jakiejś prowincjonalnej szkółki, w której generalnie nic się nie dzieje. To klub-widmo, który niby jest, ma boiska, ale według nas formalnie w ogóle nie istnieje – wścieka się Rushwaya.
Grabowski nie przejmuje się zarzutami. Kiedy do niego zadzwoniliśmy, aby odniósł się do wypowiedzi Rushwai, od razu skojarzył o kogo chodzi: – Aaa... to ta pani z tej afery seksualnej. Znam, znam...
R Panowie, rozmawiajmy poważnie – proponuje Grabowski, po czym przechodzi do obrony: – DT Africa to żaden klub-widmo! Musiałem zlikwidować drużyny seniorów ze względu na epidemię cholery i sytuację polityczną w Zimbabwe. . Federacja nie ma żadnych argumentów i dlatego wymyśliła historię, że jestem nierzetelny i handluję żywym towarem.
Ostatecznie konflikt wyjaśni FIFA. – Kluby z Zimbabwe przez działalność tego Polaka straciły kilka milionów euro, a nasza federacja kilkaset tysięcy. – Dlaczego Grabowski to robi? Chce pomóc tym chłopcom? Na pewno nie. Oczywiście, że robi to dla pieniędzy.
Sprawą Grabowskiego w FIFA zajmuje się podobno Włoch Paolo Lombardi, przedstawiciel do spraw statusu zawodowych piłkarzy. Zdaniem Rushwai wyroku można się spodziewać jeszcze w tym roku. Jeśli okaże się, że Grabowski złamał prawo, może dojść nawet do unieważnienia transferów zawodników do polskich klubów. – Nic o żadnej FIFA nie słyszałem. Nikt do mnie nie wysłał w tej sprawie pisma – zarzeka się Grabowski.