Dziennik Gazeta Prawana logo

Chcą się dobrać piłkarzom do kieszeni

19 sierpnia 2009, 21:48
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Czy najlepsi piłkarze świata będą zarabiać mniej niż gwiazdy krykieta? Premier Włoch i właściciel Milanu Silvio Berlusconi powiedział, że trzeba im obciąć pensje, wprowadzając limit płac (salary cap). Rozmawiał w tej sprawie z Michelem Platinim. Postulat pojawił się już kilka lat temu, ale w dobie kryzysu znów jest aktualny. I pewnie jeszcze kilka razy wróci.

Od kilku miesięcy wielu ludzi stara się dobrać do kieszeni piłkarzy. Na różne sposoby. Niektórzy politycy chcą podnieść podatek od dochodu. Inni? "Zarobki piłkarzy są zupełnie oderwane od rzeczywistości, więc koniecznie trzeba wprowadzić limity" - powiedział Berlusconi. "Powinniśmy zrobić, tak jak jest w USA, i ustanowić odpowiednie prawo w Europie. Spotkałem się z prezydentem UEFA i wydaje mi się, że wkrótce będziemy zmierzać w tym kierunku".

Po wywiadach Berlusconiego rozpętała się burza. Ciąć czy nie ciąć? Da się czy nie? Zwolenników ograniczeń jest tylu, ilu jest właścicieli klubów, księgowych i zawiedzionych kibiców. "Zgadzam się z Berlusconim. Od pięciu lat walczę z tym, aby zarobki piłkarzy były proporcjonalne do sytuacji ekonomicznej kraju" - powiedział prezes Lazio Claudio Lotito.

A przeciwnicy limitów? Prezes Palermo Maurizio Zamparini zauważył, że Jest jeszcze inna kwestia. "Z jednej strony nie może być tak, że piłkarz kopie dwa lata piłkę i zaraz zostaje milionerem. Albo że dostaje premię tylko dlatego, że trenuje" - mówi „Dziennikowi” Zbigniew Boniek. "Ale z drugiej strony Berlusconi może sobie mówić. To tak, jakby Boniek sobie powiedział, że trzeba wprowadzić limity - tylko że premier jest mocniejszy, więc z nim się bardziej liczą. Berlusconi powiedział: obetnijmy im pensje o 50 procent. Ja powiem, że o 40 procent.

Oczywiście piłkarze też zaczęli kręcić nosem. W Milanie jest co najmniej czterech zawodników, którzy zarabiają około 5 mln euro rocznie. W Juventusie jest ich jeszcze więcej. Nie są wariatami.

Berlusconi chce część zaoszczędzonych dzięki limitom pieniędzy przeznaczyć na szkolenie młodzieży. Czyli zabrać bogatym i oddać biednym. Jak Robin Hood. Fajne. Tylko że raczej niewykonalne. "Przestudiowaliśmy ten temat i z prawnego punktu widzenia to praktycznie niemożliwe" - powiedział Rob Faulkner z UEFA. Podobnego zdania jest najbliższy współpracownik Platiniego William Gaillard, który zwraca uwagę, że trudno byłoby zarządzać systemem limitów, gdy piłkarz walczy na czterech frontach.

Trochę jest w tym hipokryzji. UEFA już w 2001 roku postulowała, aby wprowadzić limity. Jej przedstawiciele polecieli nawet do USA, aby zapoznać się z systemem płac w MLS i NBA. Gdy jednak okazało się, że nie można w Europie wprowadzić takich samych rozwiązań ze względu na prawo, UEFA spuściła nieco z tonu. Jej przedstawiciele cały czas jednak kombinują. Gdy Platini wreszcie zdał sobie sprawę, że to nie on podejmuje najważniejsze decyzje w europejskim futbolu, a Parlament Europejski, zaapelował do polityków, aby ograniczyć wydatki klubów. Teraz szuka nowych rozwiązań. Jak nie będzie limitu płac, to może będzie limit na kwoty transferowe. Albo podatek od luksusu. Cokolwiek. UEFA nie chce, aby kluby coraz więcej wydawały, bo z czasem nie będzie w stanie spełnić ich wymagań w kwestii wysokości premii np. w Lidze Mistrzów.

Hipokrytą jest również Berlusconi. "Przecież to on w latach 80. zaczął płacić van Bastenom i Gullitom miliony lirów pensji" - zauważa Boniek. Coś jednak trzeba zrobić. Menedżer Arsenalu Arsene Wenger powiedział, że za 10 lat wydatki klubów będą ogromne. Tak ogromne, że nie będzie im się opłacać grać w Lidze Mistrzów. Stworzą więc swoją superligę. I każdy klub będzie mieć dwie drużyny - jedna będzie grać w weekendy (to ta ligowa), a druga we wtorki i środy (ta pucharowa).

"Co z tym zrobić? Na liście płac klubu powinni być głównie magazynierzy. A piłkarz świadczyłby klubowi tylko usługi - płacił normalny podatek VAT i wystawiał faktury. Być może taka jest przyszłość" - uważa Boniek.

Bardziej realny jest pomysł, aby Wiele sympatycznych, średnich piłkarskich firm właśnie do takiego modelu dąży. To o wiele bardziej racjonalne i nieco mniej populistyczne niż apele Berlusconiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj