Zarówno Alves, jak i Neymar byli wielokrotnie zaatakowani przez rasistów. W końcu, wspólnie z wynajętymi specjalistami od PR, obmyślili plan, jak dać odpowiedź, która nie zostanie przeoczona i może wreszcie coś zmieni. 

To, co się wydarzyło w sieci po meczu na stadionie Madrigal, nie było przypadkiem, a efektem akcji planowanej przez wiele tygodni. Wszystko zaczęło się od meczu przeciwko Espanyol, kiedy to Brazylijczyk wysłuchał z trybun "małpich śpiewów". Spotkał się wówczas z ojcem i grupą doradców, by przedyskutować to, jaka powinna być reakcja - opisuje w serwisie "As" Fernando Kallas.

Wtedy to wymyślono, by kolejnego banana, który zostanie zrzucony z trybun, zjeść. Miał to zrobić Neymar, ale okazja przytrafiła się w czasie meczu z Villarreal Alvesowi. - Gest nie potrzebuje tłumaczenia, a to, co widzimy, rozprzestrzenia się jak wirus, na całym świecie - przyznaje Guga Ketzer, partner w agencji reklamowej Loducca, która zorganizowała bananową kampanię.

Przypomina on, że Neymar wielokrotnie ostro występował przeciwko rasizmowi, ale jego oświadczenia niewiele dawały. - Im bardziej jesteś zły, tym bardziej ci dokuczają - podsumowuje. Dlatego zdecydował się zmienić strategię.

Po tym, jak Alves zjadł banana w czasie meczu, Neymar wrzucił na Instagram zdjęcie, na którym sam je banana, obok zaś siedzi jego syn z maskotką w kształcie owocu. "Wszyscy jesteśmy małpami" - brzmiał dopisek. I właśnie hasło #somostodosmacacos #weareallmonkeys lotem błyskawicy obiegło świat. Zdjęcia z bananami wrzucili do sieci piłkarze wielu zespołów, a potem także zawodnicy uprawiający inne dyscypliny.

Bananowy szał dotarł również do Polski - banana w czasie "Kropki nad i" jadła Monika Olejnik i jej gość, Aleksander Kwaśniewski. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>