Dwa dni przed kongresem wyborczym wybuchł skandal - śledczy ze Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych podejrzewają wysokich rangą działaczy o korupcję. O kulisach wyborów w FIFA oraz o swojej sympatii do Blattera, opowiada obecny na zjeździe w Zurychu były prezes PZPN Michał Listkiewicz.
Dlaczego jest Pan zadowolony z wyboru Seppa Blattera na kolejną kadencję?
Przed wyborami wybuchł korupcyjny skandal. Określił Pan to mianem intrygi politycznej. Czyjej i dlaczego w takiej chwili?
Mimo wszystko ta afera położyła się na nim jakimś cieniem…
Jordańczyk wycofał się, bo pogodził się z przewagą Blattera, czy może był to taki reytanowski gest - widzicie, tu nic się nie da zmienić.
Michel Platini nawoływał Blattera do dymisji, namawiał Europę do głosowania przeciwko niemu. Mylił się?
To skąd takie zachowanie Platiniego?
Ale na Blatterze bardziej ciąży sprawa, która prowadzą Szwajcarzy - czyli wybór gospodarza mistrzostw świata w 2018 roku w Rosji i 2022 w Katarze. To uderza bezpośrednio w Blattera...
Powiedział Pan, że wierzy w Blattera, bo to dobry człowiek. Ale kiedyś wierzył Pan w polskie środowisko piłkarskie i gdy wybuchła afera korupcyjna mówił o jednej "czarnej owcy". Czy teraz nie obawia się Pan, że za Blattera też będzie trzeba przepraszać, bo zapukają do niego funkcjonariusze?