"To była jedna z najstraszniejszych nocy, jaką kiedykolwiek widziałem w futbolu" - powiedział Clarke.

Także trener Gareth Southgate był mocno poruszony całą sytuacją: "Wiemy, że nie możemy takiej sytuacji zaakceptować, ale myślę, że udało nam się na zachowanie kibiców dwukrotnie dobrze zareagować. Po pierwsze tym, że wygraliśmy wysoko spotkanie, a po drugie, że mecz był dwukrotnie przerywany".

Działo się to w pierwszej połowie. Sędzia przerywał grę, ponieważ z trybun kibice krzyczeli obraźliwe hasła w kierunku ciemnoskórych piłkarzy z Anglii, a także wielokrotnie pokazywali gestem hitlerowskie pozdrowienie.

Przede wszystkim debiutant Tyrone Mings wielokrotnie podbiegał do chorwackiego arbitra Ivana Bebeka, by poskarżyć się na zachowanie kibiców na trybunach. Zwracał uwagę, że przy każdym dotknięciu piłki przez Rahima Steerlinga widowna reagowała małpimi okrzykami. "Doskonale słyszeliśmy to na murawie, ale staraliśmy się odpowiednio do tego reagować i ostatecznie pokazaliśmy bardzo dobry futbol" - skomentował Mings.

W pewnym momencie rozważane było nawet całkowite przerwanie meczu. "Jestem jednak zadowolony, że dokończyliśmy i postanowiliśmy pozostać na murawie. Wspólnie podjęliśmy decyzję, że mecz powinien być kontynuowany" - dodał 26-letni piłkarz Aston Villi.

Także angielska prasa sporo miejsca poświęca sytuacji w Sofii. "Witamy w nowym świecie. Oczekiwaliśmy meczu piłkarskiego. A co otrzymaliśmy? Mizerny wynik w mizerną noc na mizernym stadionie, ale przede wszystkim mizerne tło. Na sam koniec nie miało to nic wspólnego z wydarzeniem sportowym" - napisał "The Guardian".

A "Daily Mirror" zwrócił uwagę na to, że "nikt nie interesuje się wynikiem. Wszyscy będą pamiętać noc, która pokrywa futbol wstydem".

Anglia wygrała z Bułgarią 6:0 i jest bliska awansu do przyszłorocznych mistrzostw Europy.