Grembocki dostrzega opór zawodników w sprawie obniżek ich wynagrodzeń w tych trudnych czasach.

Reklama

Każdy piłkarz ma prawo odmówić obcięcia pensji, ale musi liczyć się z tym, że sam kiedyś będzie potrzebował pomocy. Zgoda na redukcję to gest dobrej woli zawodników, którzy mają świadomość, że tworzą klub i są jego częścią. To też okazja aby pokazać ludzką twarz i moralny kręgosłup. Teraz trzeba wspólnie przetrwać, a w obecnej sytuacji każdy będzie stratny, piłkarze, klub i kibice – ocenił.

Wychowanek Lechii Gdańsk jest zdania, że wiele przypadków należy rozpatrywać indywidualnie, bo inaczej wygląda sytuacja chłopaka, który ma 20 lat i cała kariera stoi przed nim otworem, a inaczej zawodnika po "30", któremu pozostało niewiele grania.

Ta druga grupa, nad którą ciąży bagaż różnych zobowiązań w postaci kredytów, leasingów, a często i alimentów, jest bardziej zdesperowana. Znam osoby, które mają miesięczną leasingową ratę na poziomie 20 tysięcy i nóż na gardle. Dla nich to ostatnia szansa na zgarnięcie jakichś okruchów ze stołu, bo później nie będą już przy nim zasiadać – powiedział.

55-letni szkoleniowiec przekonuje, że wielu piłkarzy nie myśli o przyszłości tylko koncentruje się na tym co „tu i teraz”.

Włączyli tryb konsumpcyjny. Mają znajomych także prowadzących życie na wysokim poziomie i wzajemnie się "napędzają". Towarzyszy im niepotrzebny przepych. Kupują samochody, zegarki, telefony oraz wczasy z najwyższej półki, bo to ma dodać prestiżu. Nikt z nich nie pojedzie na urlop np. do Turcji za 1500 złotych, bo tanie rzeczy są w złym guście i mogą nie spotkać się z akceptacją środowiska – zauważył.

Zdobywca Pucharu Polski w 1983 roku w barwach Lechii Gdańsk nie ukrywa, że zna wielu zawodników, którzy przez wiele lat zarabiali krocie, a obecnie muszą pracować fizycznie, chociażby w Wielkiej Brytanii.

Czasami słyszy się historie, w które nie chce się wierzyć. Wiele przykładów znam jednak z autopsji. W jednym z klubów prowadziłem bardzo sympatycznego chłopaka, który wcześniej grał na Zachodzie, gdzie zarabiał ogromne pieniądze. W Polsce również miał świetną pensję i ponad 10 lat temu temu jeździł nowym BMW X5, które kosztowało blisko 400 tysięcy złotych. Sprawiał wrażenie bardzo bogatego, ale kiedy skończył karierę to po dwóch latach okazało się, że nie ma nic. Większość rzeczy wziął na kredyt i to co zarobił, przejadł. Lód, po którym stąpał, stawał się coraz cieńszy, aż wreszcie się załamał. Takie są koszty wystawnego życia – przyznał.

Były reprezentant biało-czerwonych uważa, że futboliści często są milionerami na pokaz.

Żyją w swoim świecie, w którym nie brakuje iluzji. Z zewnątrz widzimy, że opakowanie jest piękne, ale w środku często nic nie ma. Wielu zawodników nie ma pomysłu na to, czym się zajmie po skończeniu kariery, a jeśli nic nie będą robić to odłożone z czasów prosperity pieniądze, jeśli byli w miarę zapobiegliwi, wystarczą na dwa-trzy lata. Przyzwyczajeni są do innego standardu, ale jeśli nadal będą egzystować na tym samym poziomie to przepadną, bo "górka" szybko stopnieje – skomentował.

Grembocki w latach 1986-1994 występował w Górniku. Z ekipą z Zabrza wywalczył dwa tytuły mistrza Polski (1987 i 1988), sięgnął także po srebrny i dwa brązowe medale.

Górnik z dekady lat 80. był wspaniałą drużyną. Górnik z lat 90. z pewnością mu ustępował, ale znakomitych piłkarzy w nim nie brakowało. A jak potoczyły się losy niektórych z nich? Czterech zawodników z tego drugiego zespołu nie żyje, a do swojej śmierci przyczynili się sami. Byli legendami klubu oraz idolami kibiców, występowali w reprezentacji, a mieli wielkie problemy rodzinne i finansowe. Dwóch z nich było praktycznie bezdomnymi, a jeden, wspaniały piłkarz i człowiek, mieszkał na dworcu głównym w Katowicach – powiedział.

Według byłego reprezentanta biało-czerwonych ligowa piłka oparta jest na bardzo wątłych podstawach – to wręcz kolos na glinianych nogach. Bez wpływów z Canal Plus i dotacji od samorządów zawodowy futbol w Polsce praktycznie nie istnieje.

Książkowym przykładem jest Arka Gdynia. Miasto wstrzymało finansowanie, a była to kwota bodajże pięciu milionów i brak tych środków zachwiał fundamentami klubu, bo jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Właściciel Arki jest podobno milionerem i to on, nawet jeśli zawiedzie jakieś źródło finansowania, powinien mieć obowiązek zapewnienia budżetu. Może samorządy przestaną wreszcie łożyć na prywatne kluby. Na mojej dzielnicy czekamy 15 lat na boisko, a z jednej transzy na zespół ekstraklasy można by zbudować dwa takie obiekty – dodał.

Reklama

Były gracz Górnika utrzymuje, że piłkarze muszą być przygotowani na to, że dobre czasy już nie wrócą. Nawet jeśli teraz nie zgodzą się na obniżki, to w przyszłości mogą zapomnieć o pieniądzach, które do tej pory zarabiali. Kluby nie będą mogły liczyć na wsparcie samorządów w dotychczasowym wymiarze, spadnie też frekwencja.

Na mecze będzie przychodziło mniej kibiców, bo z jednej strony mogą nie mieć pieniędzy, a z drugiej będą bać się przebywania w tłumie. Dobrze widać jak ludzie reagują na bliskość innego człowieka, który traktowany jest jako potencjalny nosiciel koronawirusa, czyli jak trędowaty. Potrzeba czasu, aby wszystko wróciło do normalności. Trochę jednak w życiu przeżyłem i z każdej rzeczy staram się wyciągać pozytywy. Jestem przekonany, że piłka przetrwa. Futbol przetrwał wojny, kiedy ludzie byli mordowani w obozach, zatem przetrwa i koronawirusa. W sporcie nie ma próżni i piłka wróci zdrowsza oraz silniejsza – podsumował.