Reklama

Pamiętam finał Euro 2016 na Stade de France w Paryżu i Cristiano Ronaldo szalejącego wzdłuż linii bocznej. Największy gwiazdor Portugalczyków doznał urazu w 7. minucie najważniejszego meczu swojego życia, ale nie chciał się z tym pogodzić. Dwa razy wracał na boisko, aż w 23. min cisnął bezradny kapitańską opaską i gorzko zapłakał. Zmienił go Ricardo Quaresma, co wydawało się wielkim osłabieniem zespołu Fernando Santosa. Mimo wszystko Portugalia pokonała Francję po dogrywce 1:0 i sięgnęła po złoto.

Ronaldo szalał, Santos był w cieniu

Ronaldo został zniesiony z murawy na noszach, ale po jakimś czasie wrócił na ławkę rezerwowych. Mecz nabierał dramaturgii, CR7 mobilizował kolegów do walki. W przerwie przed dogrywką chodził od jednego do drugiego, obejmował ich i dodawał otuchy. Fernando Santos był w cieniu. Po zwycięstwie światowe media komentowały, że tak naprawdę nie wiadomo kto rządzi drużyną nowych mistrzów Europy: trener, czy największa gwiazda?

Reklama

Spokój i cierpliwość Fernando Santosa wobec wielkiej gwiazdy mogły imponować wielokrotnie. Po porażce z Serbią w ostatnim meczu kwalifikacji mistrzostw świata w Katarze wściekły CR7 odmówił podania ręki swojemu selekcjonerowi. Portugalczycy awansowali potem przez baraże.

Ronaldo przeklinał w stronę Santosa…

37-letni Ronaldo pojechał na swój ostatni mundial jako piłkarz bez klubu po konflikcie i rozstaniu z Manchesterem United. Fernando Santos zdejmował pięciokrotnego laureata Złotej Piłki w końcówkach meczów fazy grupowej. CR7 się to nie podobało, szczególnie w starciu przeciw Korei Płd. Kamery portugalskiej telewizji uchwyciły jak przeklina w stronę trenera, schodząc z boiska. Zapytany o to na oficjalnej konferencji prasowej Fernando Santos nie mógł nie reagować. Czy mi się to podoba? Nie. Załatwimy to jednak we własnym gronie - stwierdził.

Reklama

Potem selekcjoner Portugalczyków błysnął odwagą, jakiej niewielu się po nim spodziewało. Powszechna opinia była taka, że pracował z kadrą długo, bo nie wchodził w drogę Ronaldo. Tymczasem na mecz 1/8 finału katarskiego mundialu ze Szwajcarią postawił w ataku na 21-letniego Goncalo Ramosa. Młodzian z Benfiki Lizbona zdobył hat-tricka i zaliczył asystę. Portugalia wygrała 6:1.

CR7 usiadł na ławce. Tak samo było zresztą w ćwierćfinale z Marokiem, tylko skutek był inny (porażka 0:1). Dla Fernando Santosa było to pożegnanie z kadrą Portugalii. Mimo wszystko dla wspólnego dobra osiem lat radził sobie we współpracy z piłkarzem o ego znacznie większym niż u przeciętnego człowieka.

Santos – Lewandowski ?

Zapewne to doświadczenie pomoże mu w Polsce. Robert Lewandowski też jest gwiazdą światowego formatu. Również wyrasta klasą i osiągnięciami ponad kolegów z reprezentacji. W klubach pracował z Juergenem Kloppem, Pepem Guardiolą, Carlo Ancelottim i kilkoma innymi trenerami z najwyższej półki. Selekcjonerzy naszej kadry nie mają z nim łatwo, bo wie dobrze czego można oczekiwać od szkoleniowca.

Pamiętamy doskonale osiem sekund milczenia kapitana reprezentacji Polski, gdy po porażce z Włochami 0:2 na Mapei Stadium w listopadzie 2020 roku, reporter TVP zapytał go o to jaki Polska miała plan na ten mecz? Tę ciszę wszyscy odebraliśmy jako miażdżącą ocenę pracy Jerzego Brzęczka. Po mundialu w Katarze Lewandowski stwierdził, że długość gry w kadrze uzależnia od radości i satysfakcji, którą z niej będzie czerpać. Tymczasem drużyna Czesława Michniewicza grała brzydko i defensywnie.

To może być dla Santosa niespodzianką

Fernando Santos wie jakie korzyści i zagrożenia płyną z pracy z piłkarzami wybitnymi. Tyle, że w Portugalii miał ich co najmniej kilku. Przeciętny poziom wyszkolenia graczy portugalskich jest bez porównania wyższy od polskich. To może być dla Santosa niespodzianką, zwłaszcza, że piłkarze aspirujący do naszej drużyny narodowej zatrudnieni są w klubach naprawdę dobrych.

Mamy dziurę w środku defensywy, bo jej filar Kamil Glik jest już na równi pochyłej? A przecież inni obrońcy Bartosz Bereszyński i Jakub Kiwior przenieśli się po mundialu w Katarze do Napoli i Arsenalu. Pracodawcy polskich piłkarzy (Barcelona, Juventus i inne), wywołują wrażenie, że kadra Polski ma duży potencjał. Nie każdy selekcjoner w ostatnich latach potrafił go jednak uwolnić.

Część ludzi z piłkarskiego środowiska w Polsce wyróżnia się tym, że kompletny brak sukcesów pokrywa pychą. Od zwolnienia Michniewicza przez nasz futbol przetoczyła się burzliwa debata: zagranicznego trenera zatrudnić, czy Polaka? Wybitni przedstawiciele naszej piłki: Grzegorz Lato, Antoni Piechniczek, czy nawet Zbigniew Boniek optowali za rodakiem. Choć ten ostatni, jeszcze jako prezes PZPN, przywiózł do Polski Paulo Sousę.

W rozwiniętych piłkarsko krajach trenerów nie dzielą na swoich i obcych, ale lepszych i gorszych. W 20 klubach najwspanialszej na świecie Premier League zatrudnionych jest trzech szkoleniowców angielskich. Futbol stał się kosmopolitycznym biznesem. Tylko Polacy nie gęsi. Mimo kompletnej klapy jaką serwują nam kluby Ekstraklasy każdego lata już w eliminacjach europejskich rozgrywek.

Beenhakker i Sousa

Piłkarska reprezentacja Polski miała dotąd dwóch trenerów zagranicznych. Leo Beenhakker w 2008 roku po raz pierwszy wprowadził naszych piłkarzy do finałów mistrzostw Europy. Pamiętam jak na nominacji Holendra pojawił się król strzelców mundialu w RFN z 1974 roku Grzegorz Lato. Przed wyjściem odwrócił się i powiedział do dziennikarzy: Chcieliście trenera z zagranicy to macie, a teraz my będziemy was j…

Problem polegał na tym, że to Lato zastąpił Michała Listkiewicza na stanowisku prezesa PZPN. Zrobił wiele, by udowodnić, że Beenhakker był złym wyborem. Pozbawiony wsparcia pracodawcy Holender przegrał eliminacje mundialu w RPA i wyjechał z Polski. Do dziś Lato, Boniek i inni upierają się, że zostawił po sobie spaloną ziemię. Innego zdania jest Adam Nawałka, któremu współpraca z Beenhakkerem dała wiele. Może sukces selekcjonerski Nawałki na Euro 2016 był w jakimś sensie tego efektem?

Z Sousą była dość podobnie jak z Beenhakkerem. Postawił na niego Boniek, a Cezary Kulesza dostał go w spadku. Co nie zmienia faktu, że ucieczka Portugalczyka do brazylijskiego klubu Flamengo pozostawiła głęboki niesmak. Sousa dał nogę z Polski przed barażami o mundial w Katarze. Dla wielu ludzi to był dowód, że trener z zagranicy nie chce u nas niczego więcej niż dokonać skoku na kasę. Tak jakby rodzimi szkoleniowcy chcieli pracować za darmo.

Fernando Santos przez jakiś czas będzie się cieszył wsparciem Kuleszy. On na niego stawia. Oby jak najpóźniej mianowany dziś na selekcjonera Portugalczyk poczuł, że jest u nas persona non grata.