Niezależnie od wyników ostatnich spotkań gdynianie opuszczą szeregi ekstraklasy. Zostali zdegradowani w poprzedniej kolejce, w której zremisowali w Kielcach z Koroną 1:1. Poza tym duetem spadł także beniaminek ŁKS Łódź.

Reklama

„Każdy trener rozpoczynając pracę, nawet kiedy sytuacja jest bardzo trudna, podchodzi do tego optymistycznie i tak samo podchodziłem ja. Robiliśmy wszystko, aby zespół się utrzymał, ale braliśmy pod uwagę również gorszy scenariusz, bo wiedzieliśmy jak drużyna wygląda pod względem personalnym. Spadliśmy i nie jest to przyjemna rzecz, tym bardziej że jako szkoleniowiec pierwszy raz znalazłem się w takich okolicznościach” – powiedział na konferencji prasowej w Gdyni Ireneusz Mamrot.

50-letni szkoleniowiec przejął Arkę 10 maja i uważa, że od tego momentu drużyna zrobiła pewien postęp.

„Dotyczy to zwłaszcza organizacji gry w obronie. Straciliśmy co prawda sporo goli, ale na tę statystykę wpływ miały głównie dwa przegrane mecze, 3:4 z Lechią w Gdańsku i 1:5 w Warszawie z Legią. Jeśli porównamy liczbę sytuacji, które nasi rywale stwarzali wcześniej i obecnie, to jest duży progres. Nasz bramkarz Pavels Steinbors może zresztą potwierdzić, że ma teraz mniej pracy. Pewien fundament zbudowaliśmy, natomiast sami wypracowujemy sobie za mało dogodnych okazji” – ocenił.

Dwa z trzech ostatnich meczów ekstraklasy zawodnicy Arki rozegrają na własnym stadionie - w sobotę o 15 podejmą ŁKS, a we wtorek o 20.30 Górnika Zabrze. Żółto-niebiescy zakończą sezon w sobotę 18 lipca w Krakowie, gdzie o 17.30 zmierzą się z Wisłą.

„Trzeba nie tylko myśleć jak dokończyć rozgrywki, ale także o tym, jak ten zespół ma wyglądać w następnym sezonie. Właściwie to nie myśleć, bo czasu jest mało, tylko działać. I my intensywnie pracujemy. Od kilku dni trwają rozmowy, na razie z polskimi piłkarzami, a w tym gronie są gracze młodsi jak i doświadczeni. Szukamy głównie zawodników dynamicznych, bo w tym aspekcie Arka ma braki. Pod względem szybkościowym nasza drużyna jest jedną z najsłabszych w lidze. I to nie jest krytyka tylko fakt” – podkreślił.

Mamrot przyznaje, że po spadku Arka znacznie zmieni swoje oblicze. Pierwsze tego symptomy będzie można zobaczyć już w konfrontacji z ŁKS.

„Z częścią zawodników na pewno się rozstaniemy. Są też tacy, których nadal widzielibyśmy w drużynie, jednak nie wiemy do końca, kto ostatecznie zostanie. W ostatnich meczach nie będą już korzystał z piłkarzy, którzy opuszczą Arkę, ale nie chcę mówić o personaliach. Niemniej w składzie na spotkanie z ŁKS należy spodziewać się pewnych zmian i niektórzy chłopacy dostaną swoją szansę” – podsumował.

W Arce po pauzie za żółte kartki wraca Michał Kopczyński, nie zagra natomiast kontuzjowany inny środkowy pomocnik Marko Vejinovic.

W poprzednich meczach z ŁKS gdynianie wygrali 21 września na wyjeździe 4:1, ale 1 marca zremisowali u siebie 1:1.