Pierwsze 20 minut należało do Śląska. Wrocławianie może nie utrzymywali się dłużej przy piłce, ale ich akcje były płynniejsze i znacznie groźniejsze. Po jednej z nich Mateusz Praszelik sprytnym zagraniem w polu karmnym oszukał Dmytro Baszłaja i padł na murawę. Sędzia Tomasz Kwiatkowski wskazał na jedenasty metr, ale po analizie wideo odwołał swoją decyzję.

Reklama

Od tego momentu gospodarze stanęli i to akcje gości były groźniejsze. Podbeskidzie miało prosty pomysł na stwarzanie bramkowych okazji – długie podanie do Marko Roginica lub Kamila Bilińskiego na ściganie się z obrońcami Śląska. Po jednym z takich zagrań ten pierwszy znalazł się w dogodnej sytuacji, ale trafił tylko w poprzeczkę.

Chwilę później gola strzelił, ale Śląsk. Erik Exposito został sfaulowany tuż przed pole karnym. Do piłki podszedł Krzysztof Mączyński i mierzonym strzałem nie dał szans bramkarzowi Podbeskidzia.

Gol podziałał na gości mobilizująco. Śmielej ruszyli do przodu i szybko szansę na doprowadzenie do remisu miał Biliński, ale z ostrego kąta trafił w Michała Szromnika. Minutę później był już jednak remis. Po dośrodkowaniu z prawej strony obrońcy Śląska nie reagowali, Szromnik się zawahał i Rafał Janicki z bliska posłał piłkę do siatki.

Po zmianie stron Podbeskidzie starało się grać tak, jak w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, czyli odważnie, atakować, a nie tylko czekać na to, co zrobi Śląsk. Ponieważ wrocławianie też szukali drugiej bramki, mecz był toczony w szybkim tempie i akcje przeniosły się z jednej bramki pod drugą.

Po kwadransie gry szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. Patryk Janasik uderzył zza pola karnego, piłka odbiła się od jednego z zawodników Podbeskidzia zupełnie myląc Michala Peskovica i było 2:1. I podobnie jak w pierwszej połowie – stracony gol nie podłamał przyjezdnych, a jeszcze bardziej napędził ich akcje.

Po dziesięciu minutach ponownie był remis. Wprowadzony chwilę wcześniej Karol Danielak zagrał do Bilińskiego, a ten, zupełnie niepilnowany, strzałem z bliska doprowadził do remisu.

Minęło osiem minut i goście prowadzili 3:2. Po kolejnym długim podaniu Peter Wilson uciekł obrońcom Śląska i dograł do nadbiegającego Roginica. Napastnik Podbeskidzie był zupełnie sam, bo Israel Puerto odpuścił krycie i nie miał problemu z trafieniem do bramki.

Wydawało się, że Śląsk jest już na deskach, ale minęło pięć minut i ponownie był remis. Mączyński dokładnie dośrodkował na głowę Konrada Poprawy, a ten mierzonym strzałem nie dał szans bramkarzowi gości.

Na tym emocje we Wrocławiu się nie skończyły. Obie drużyny w ostatnich minutach grały długimi podaniami w pole karne, ale znacznie groźniejsi byli przyjezdni. Świetną okazję miał Marco Tulio, ale przestrzelił z kilku metrów.

Ostatni cios zadał Śląsk. Robert Pich przejął piłkę w środkowej strefie i popędził na bramkę. Na lewym i prawym skrzydle miał kolegów, ale zdecydował się na strzał i przymierzył idealnie. Radość wrocławian była przeogromna, a zawodnicy Podbeskidzia złapali się za głowy, bo byli blisko zdobycia trzech punktów, a ostatecznie wyjechali z Dolnego Śląska z niczym.

Śląsk Wrocław – Podbeskidzie Bielsko-Biała 4:3 (1:1)
Bramka: 1:0 Krzysztof Mączyński (35), 1:1 Rafał Janicki (41-głową), 2:1 Jakub Bieroński (61-samobójcza), 2:2 Kamil Biliński (70), 2:3 Marko Roginic (78), 3:3 Konrad Poprawa (83-głową), 4:3 Robert Pich (90+6)
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)
Mecz bez udziału publiczności
Śląsk Wrocław: Michał Szromnik – Israel Puerto, Konrad Poprawa, Mark Tamas (79. Waldemar Sobota) – Bartłomiej Pawłowski (54. Łukasz Bejger), Krzysztof Mączyński, Mathieu Scalet (54. Rafał Makowski), Patryk Janasik – Mateusz Praszelik (71. Marcel Zylla), Robert Pich – Erik Exposito (71. Fabian Piasecki)
Podbeskidzie Bielsko-Biała: Michal Peskovic - Filip Modelski, Rafał Janicki, Dmytro Baszłaj - David Niepsuj (64. Karol Danielak), Michał Rzuchowski, Jakub Hora, Jakub Bieroński (75. Dominik Frelek), Petar Mamic (82. Łukasz Sierpina) - Marko Roginic (82. Marco Tulio), Kamil Biliński (75. Peter Wilson)




Reklama