Obraził też rzeczniczkę prasową Paulinę Maciążek.
Taką decyzję podjęła w czwartek komisja dyscyplinarna PZPN wymierzając jednocześnie trenerowi dodatkową karę pieniężną w wysokości 30 tys. zł i zobowiązując go do przeproszenia na piśmie osób poszkodowanych.
Po tej konfliktowej sytuacji, która miała miejsce 5 marca, rada nadzorcza Motoru postanowiła pozostawić Feio na stanowisku trenera, natomiast przebywający na zwolnieniu lekarskim prezes Tomczyk został na 3 miesiące zawieszony w sprawowaniu swojej funkcji, a pełnienie obowiązków prezesa powierzono członkowi rady nadzorczej Robertowi Żyśko.
Paweł Tomczyk jednak wypowiedział już umowę o współpracy z Motorem Lublin SA jako dyrektor sportowy i prezes klubu.
Tomczyk i Feio trafili do Motoru w drugiej połowie września ubiegłego roku, kiedy drużyna po jedenastu kolejkach zamykała drugoligową tabelę z siedmiopunktowym dorobkiem. Od tego czasu w dwunastu dalszych meczach lubelska drużyna zdobyła 27 punktów przesuwając się na ósme miejsce z czteropunktową stratą do lokaty premiowanej barażami o pierwszoligowy awans. Po ponad 40 latach Motor, po raz trzeci w historii klubu awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski, gdzie musiał uznać wyższość lidera ekstraklasy Rakowa Częstochowa, wcześniej wygrywając m.in. z Zagłębiem Lubin i Wisłą Kraków.
Wiele wskazywało na to, że ten duet znający się z wcześniejszej wspólnej pracy w Rakowie Częstochowa doprowadzi do oczekiwanych w Lublinie sukcesów. Od kilku jednak tygodni wypowiedzi portugalskiego szkoleniowca zarówno na konferencjach prasowych, jak i w mediach społecznościowych sygnalizowały znamiona konfliktu między prezesem i trenerem, czego efektem było zdarzenie po meczu z Jastrzębiem.
Decyzje rady nadzorczej Motoru, a praktycznie to większościowego udziałowca miliardera Zbigniewa Jakubasa, a także postanowienia komisji dyscyplinarnej PZPN są różnie komentowane i niewykluczone, że nie zamykają sprawy od strony prawnej.
Autor: Andrzej Szwabe
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.