Śląsk Wrocław – Miedź Legnica 4:2 (2:0).

Bramki: 1:0 Petr Schwarz (38), 2:0 John Yeboah (40), 2:1 Andrzej Niewulis (51), 3:1 Matias Nahuel (56), 4:1 John Yeboah (74), 4:2 Koldo Obieta (90).

Żółta kartka – Śląsk Wrocław: Matias Nahuel, Petr Schwarz; Miedź Legnica: Nemanja Mijuskovic, Kamil Drygas, Szymon Matuszek.

Reklama

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce). Widzów: 16 005.

Śląsk Wrocław:Michał Szromnik - Martin Konczkowski, Łukasz Bejger, Daniel Gretarsson, Victor Garcia – Piotr Samiec-Talar (79. Adrian Łyszczarz), Michał Rzuchowski, Petr Schwarz (90+3. Mariusz Pawelec), Matias Nahuel (86. Marcel Zylla) – John Yeboah, Erik Exposito.

Miedź Legnica: Mateusz Abramowicz - Levent Guelen, Nemanja Mijuskovic, Andrzej Niewulis (84. Szymon Matuszek), Jurich Carolina (46. Luciano Narsingh) - Michael Kostka, Kamil Drygas, Damian Tront, Santiago Naveda (69. Hubert Matynia), Dimityr Wełkowski (90. Dawid Drachal) - Olaf Kobacki (46. Koldo Obieta).

Legniczanie po zwycięstwie Lechii Gdańsk z Legią Warszawa wiedzieli, że nie poprawią już swojego miejsca w tabeli i na koniec sezonu będą ostatni.

Reklama

Początek spotkania lepszy dla Miedzi

Lepiej spotkanie zaczęli przyjezdni, którzy dłużej potrafili utrzymać się przy piłce i częściej gościli w pobliżu pola karnego rywali. Szanse na świetną okazję miał Olaf Kobacki, ale Daniel Gretarsson wślizgiem zdołał wybić mu piłkę spod nóg, kiedy wychodził sam na sam z Michałem Szromnikiem. Z czasem mecz się wyrównał, a nawet przewagę uzyskał Śląsk. Bliski trafienia do siatki był w tym okresie Erik Exposito. Hiszpański napastnik gospodarzy zrobił wszystko jak należy, ładnie uderzył głową, ale Mateusz Abramowicz w stylu bramkarza piłkarzy ręcznych nogą zdołał odbić piłkę na linii bramkowej.

Chwilę później do siatki powinien trafić Piotr Samiec-Talar, ale trafił w bramkarza Miedzi. W odpowiedzi po zespołowej akcji w polu karnym znalazł się Michael Kostka. Pomocnik Miedzi źle jednak trafił w piłkę i Szromnik nie miał problemu ze złapaniem piłki. Śląsk naciskał i w końcu dopiął swego. Po świetnej akcji, kiedy piłka jak po sznurku szła od nogi do nogi, trafiła w końcu do Petra Schwarza, który miał już tylko wepchnąć ją do pustej bramki.

John Yeboah Rozgrywający świetny mecz

Kilkadziesiąt sekund później było już 2:0. Rozgrywający znowu świetny mecz John Yeboah dostał piłką na połowie rywali, „zatańczył” z obrońcami Miedzi i oddał precyzyjny strzał zza pola karnego. Abramowicz, który wcześniej ratował swoją drużynę, w obu sytuacjach był bez szans.

Miedź do Wrocławia przyjechała z zaledwie sześcioma zawodnikami na zmianę, w tym jeden bramkarz, i trener Grzegorz Mokry już w przerwie dwóch z nich posłał na boisko – Koldo Obietę i Luciano Narsingha. Legniczanie nie mieli w tym momencie nic do stracenia, ruszyli śmiało do przodu i szybko zdobyli kontaktowego gola. Po stracie Yeboacha przed własnym polem karnym piłka trafiła do Andrzeja Niewulisa, który bez problemu trafił do siatki.

Pięć minut później Miedź znowu przegrywała dwoma golami i sama się o to postarała. Goście tak wznowili grę od bramki, że stracili piłkę we własnym polu karnym. Schwarz zaliczył przechwyt, później zagrał do Matiasa Nahuela i było 3:1.

Trzeci stracony gol nie podłamał gości, którzy dalej starali się nacierać i szukali kontaktowej bramki. Do siatki trafił jednak ponownie Śląsk i ponownie duży udział w tym mieli zawodnicy Miedzi. Legniczanie zaliczyli stratę przed własnym polem karnym, piłka trafiła do Yeboacha, a ten strzałem z bliska nie dał szans Abramowiczowi.

Losy meczu rozstrzygnięte

W tym momencie losy meczu były rozstrzygnięte. Kibice oglądali jeszcze szóstego gola, kiedy po zderzeniu Szromnika z jednym z rywali piłka spadła pod nogi Obiety i ten trafił do pustej bramki. Stadion ożywił się jeszcze raz, kiedy chwilę później z ławki rezerwowych wszedł Mariusz Pawelec. 37-letni obrońca to legenda Śląska, a na boiskach ekstraklasy pojawił się ponownie po ponad dwóch latach.

Wrocławianie wygrali i wydostali się ze strefy spadkowej, ale Wisła Płock, która zajęła ich miejsce, gra swój mecz w niedzielę z Rakowem Częstochowa. Niezależnie od wyniku tego spotkania, trzeci spadkowicz, a może być nim także Korona Kielce, a nawet Stal Mielec, zostanie wyłoniony w ostatniej kolejce.

Autor: Mariusz Wiśniewski