Glik przyklasnął pomysłowi trenera kadry narodowej Adama Nawałki, który uznał, że pierwsze zgrupowanie przed Euro 2016 ma mieć regeneracyjny charakter i zaprosił także do Juraty rodziny piłkarzy.

Reklama

Każdemu przypadła do gustu ta idea, bo taki relaks był nam bardzo potrzebny. Przyjechaliśmy jednak nie tylko odpocząć fizycznie, ale głównie pod względem mentalnym. Właściwie wszyscy z nas jeszcze 2-3 dni temu rozgrywali ligowe mecze, które były zwieńczeniem trudnego i wyczerpującego, także pod względem psychicznym, sezonu. W Juracie mamy odpocząć i mile spędzić czas z najbliższymi. Taki jest cel tego obozu - powiedział.

28-letni środkowy obrońca jest również zadowolony z miejsca, w którym zorganizowane zostało to zgrupowanie.

Nigdy nie byłem bowiem na Półwyspie Helskim. Do Juraty przyjechaliśmy we wtorek. To był dzień przejściowy i nie mieliśmy okazji rozejrzeć się po okolicy, ale teraz pogoda się poprawiła, można udać się na spacer i nadrobić te zaległości. Podczas tego obozu niczego nam nie brakuje. Mieszkamy w komfortowym hotelu, do dyspozycji mamy świetne boisko, okolica jest przepiękna, są też z nami rodziny. Czego więcej potrzeba do szczęścia? - zauważył.

Glik zdaje sobie jednak sprawę, że w trakcie drugiego zgrupowania w Arłamowie, które potrwa od 23 do 31 maja, piłkarze muszą nastawić się na znacznie większy wysiłek.

Taka chwila oddechu była nam bardzo potrzebna. Dobrze też, że możemy ten czas spędzić z najbliższymi, bo przed Euro nie będzie już takiej okazji. W Bieszczadach zapowiada się prawdziwe trenowanie, granie i bieganie. Tam musi być pełna koncentracja, bo walczyć będziemy o miejsce w reprezentacji na mistrzostwa Europy - podsumował.