Arsenal odniósł siódme ligowe zwycięstwo z rzędu. Nie przegrał w Premier League od 22 stycznia, kiedy to uległ na własnym stadionie Manchesterowi United 1:2. W ostatnich ośmiu meczach zanotował tylko jeden remis - 0:0 z Boltonem Wanderers 1 lutego. Zajmuje obecnie trzecie miejsce w tabeli - 58 pkt.

>>>Arsenal - Aston Villa 3:0. Zobacz gole

W sobotę "Kanonierzy" nie mieli problemów z pokonaniem na Emirates Stadium Aston Villi. Na prowadzenie wyszli już w 15. minucie, za sprawą Kierana Gibbsa. To jego pierwsze ligowe trafienie w brawach londyńskiej ekipy. 22-latek jest dopiero trzecim Anglikiem, obok Theo Walcotta i Alexa Oxlade-Chamberlaina, który zdobył bramkę dla tego zespołu w obecnym sezonie.

Drugi gol padł niespełna dziesięć minut później. Na listę strzelców wpisał się Walcott, który z sześcioma trafieniami jest drugim najlepszym strzelcem Arsenalu w bieżących rozgrywkach ligowych. 23-letniego skrzydłowego wyprzedza tylko Holender Robin van Persie (26 bramek). Wynik ustalił w trzeciej minucie doliczonego czasu gry Hiszpan Mikel Arteta z rzutu wolnego.

Szczęsny nie miał tym razem zbyt wiele pracy, a piłkarze ekipy z Birmingham rzadko zagrażali jego bramce.

Dwa cenne punkty, które mogą okazać się bardzo istotne w kontekście walki o mistrzostwo Anglii stracił w sobotę Manchester City, który tylko zremisował ze Stoke City 1:1. "The Citizens" nie wygrali żadnego z pięciu ostatnich meczów (trzech w lidze i jednego w Pucharze Anglii) z tym rywalem na ich stadionie.

>>>Stoke City - Manchester City 1:1. Zobacz gole

Obie bramki padły w drugiej połowie. Pierwsi trafienie zaliczyli gospodarze. Na prowadzenie wyprowadził ich w 59. minucie Peter Crouch, po podaniu Jermaine'a Pennanta. Wyrównał strzałem z około 30 metrów reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej Yaya Toure. Po drodze piłka odbiła się jeszcze od zawodnika Stoke Ryana Shawcrosa.

Podopieczni Włocha Roberto Manciniego awansowali na pozycję lidera Premier League. Mają jednak tyle samo punktów (70) co ich lokalny rywal - United, który w poniedziałek podejmą Fulham Londyn i wyprzedzają go dzięki lepszemu stosunkowi bramek.

W innym sobotnim meczu Tottenham Hotspur bezbramkowo zremisował na Stamford Bridge w derbach Londynu z Chelsea. "Koguty", które zajmują obecnie czwarte miejsce w tabeli (55 pkt), ze stratą trzech punktów do trzeciego Arsenalu, nie wygrały w lidze od 11 lutego (wtedy pokonali Newcastle United 5:0). W ostatnich pięciu spotkaniach zdobyły ledwie dwa punkty.

Więcej okazji do strzelenia goli mieli piłkarze Tottenhamu, nie potrafili ich jednak wykorzystać. W doliczonym czasie gry pierwszej połowy strzał z kilku metrów Holendra Rafaela van der Vaarta obronił czeski bramkarz gospodarzy Petr Cech, który zatrzymał także dobitkę Kyle'a Walkera. Chwilę później tuż nad bramką uderzył głową Togijczyk Emmanuel Adebayor. W 81. minucie, po główce Walijczyka Garetha Bale'a, Chelsea uratowała poprzeczka, a w doliczonym czasie gry strzał tego zawodnika z wolnego na rzut rożny wybił Cech. Gospodarze mieli najlepszą okazję do zdobycia gola w 73. minucie. Uderzenie Hiszpana Juana Maty z rzutu wolnego trafiło jednak w słupek.

Dziesiątej porażki w sezonie doznał siódmy w tabeli Liverpool FC. "The Reds", którzy w poprzedniej kolejce przegrali na wyjeździe z Queens Park Rangers 2:3 (choć wygrywali 2:0), tym razem ulegli na własnym boisku przedostatniemu Wigan Athletic. Gole dla zwycięzców strzelili Szkoci Shaun Maloney z rzutu karnego oraz Gary Caldwell. Bramkę dla gospodarzy, którzy wygrali tylko dwie z ostatnich 11 ligowych potyczek, strzelił Luis Suarez. Urugwajczyk trafił do siatki jeszcze raz, jednak sędzia uznał, że napastnik pomógł sobie w tej sytuacji ręką.