Transferem do SD Eibar spełnił pan swoje marzenie?

Reklama

Damian Kądzior: Na pewno tak. Moim celem była gra w jednej z najlepszych lig na świecie, a poprzez przeprowadzkę do Hiszpanii zrealizowałem ten cel. Oczywiście początki są trudne, jednak w każdym klubie musiałem walczyć o miejsce w składzie i w Eibar jest podobnie. Największym problemem jest bariera językowa, ponieważ nie znam hiszpańskiego, a niewiele osób mówi po angielsku. Jednak nie poddaję się, ponieważ wiem, jak dużo musiałem poświęcić, aby trafić do ligi hiszpańskiej. Robię wszystko, żeby jak najszybciej nauczyć się tego języka, bo wiem, że to zaprocentuje. Osiem godzin tygodniowo lekcji to solidna dawka.

Z trenerem komunikuje się z pomocą tłumacza?

Niestety klub nie przydzielił mi takiej osoby. Wcześniej podobny problem był z Japończykiem Takashim Inuim. W końcu zatrudniono jego rodaka, który towarzyszył mu na treningach. Trener nie tłumaczy poleceń na angielski i czasem ciężko jest zrozumieć czego wymaga. Nieraz nie ma też czasu, aby przetłumaczyć jego polecenia pomiędzy ćwiczeniami. Trener Jose Luis Mendilibar wychodzi z założenia, że trening musi być intensywny i nie może być zbyt dużo przerw.

Inni obcokrajowcy mają podobny problem?

Na początku mieli podobne kłopoty. Ten szkoleniowiec rzadko sprowadza piłkarzy, którzy nie mówią po hiszpańsku. Nikt nie zwraca uwagi, że nie znam tego języka. Jednak już coraz więcej rzeczy rozumiem i potrafię dogadać się w sklepie czy restauracji. Władze klubu zdawały sobie sprawę, że mam łatwość nauki języków obcych. Dobrze posługuję się angielskim i chorwackim.

Jakie są różnice między treningami w Eibar i Dinamie Zagrzeb, gdzie pan wcześniej występował?

Ciężko o takie porównanie. Nie ma się co oszukiwać - Eibar nie należy do czołówki ligi hiszpańskiej, a raczej skupia się na walce o utrzymanie. Dinamo walczy o najwyższe cele w Chorwacji i prezentuje zupełnie inny styl. Potrzebuję troche czasu, aby się przestawić. Pytam kolegów z zespołu, jak radzili sobie inni gracze przychodzący do Eibar. Odpowiedź jest ta sama: "Nie przejmuj się, jeśli czegoś nie rozumiesz. Potrzebujesz trochę czasu". Na pewno z tygodnia na tydzień będzie coraz lepiej.

Jak odnajduje się pan na hiszpańskich boiskach?

Na razie w podstawowym składzie zagrałem tylko z Athletic Bilbao i nie czułem, że odstaję od reszty zespołu. Wydawało mi się, że dobrze grałem, bo stwarzałem zagrożenie pod bramką rywali. Jednak trener zdecydował się mnie zmienić w przerwie. W sobotę w ogóle nie pojawiłem się na boisku. Muszę dalej ciężko pracować i być gotowym na kolejne szanse.

Rozmawiał pan ze szkoleniowcem o swojej roli w zespole?

Jeszcze nie, ale musi coś we mnie widzieć, skoro daje mi szanse. Przede wszystkim muszę odzyskać formę, ponieważ było wokół mnie trochę zawirowań transferowych. Poza tym po złamaniu nosa w Dinamie nie grałem przez dwa miesiące. Potrzebuję czasu i kolejnych minut na boisku. Nie ukrywam, że obecna sytuacja mnie nie satysfakcjonuje i zamierzam zadomowić się w podstawowym składzie. Zdaję sobie sprawę, gdzie byłem jeszcze trzy lata temu, a gdzie teraz. Jednak muszę więcej wymagać od siebie. Nie mogę być zadowolony tylko z tego, że trafiłem do Hiszpanii.

Miał pan kilka innych ofert m.in. z Arminii Bielefeld czy PAOK Saloniki. Dużo było wątpliwości, długo trwał wybór nowego pracodawcy?

Nie zastanawiałem się długo, ponieważ możliwość gry w Hiszpanii przemawia do wyobraźni. To specyficzny rynek, ponieważ wiadomo jakimi piłkarzami dysponuje ten kraj. Poza tym wiedziałem, że potrzebuję zmian. W Dinamie doszedłem do takiego momentu, że ciężko byłoby mi dalej się rozwijać. Jeśli zagram z Realem Madryt czy z Barceloną, to te mecze będę pamiętał do końca życia. Na moim przykładzie widać, że warto marzyć i ciężko pracować. Przecież niewiele ponad trzy lata temu byłem jeszcze piłkarzem pierwszoligowych Wigier Suwałki.

Reklama

W La Liga jest pan jedynym Polakiem. To wyróżnienie, ale czy może też większa presja?

Nie odczuwam żadnej presji. Przede wszystkim cieszę się, że trafiłem do tego klubu i doceniam szansę, jaką dostałem. Na to zapracowałem sobie grą w Chorwacji.

Dlaczego mieszka pan w Bilbao?

Zdecydowałem się na to z powodu dobrego dojazdu do bazy treningowej. W tym samym miejscu mieszkają inni zawodnicy Eibaru oraz Athletic Bilbao. Z San Sebastian miałbym gorszy dojazd na codzienne zajęcia. Poza tym Bilbao to bardzo fajne miasto.

Jak się zatem mieszka w Kraju Basków?

Na lekcjach hiszpańskiego dużo rozmawiamy o tym regionie. Powiedziałem mojej nauczycielce, że chcę poznać kulturę, tradycję i mentalność ludzi, którzy tu mieszkają. Baskowie nie uważają się za Hiszpanów, a w niektórych regionach rozmawia się tylko w języku Basków! Można powiedzieć, że jest to odrębne państwo ze swoim rządem, systemem edukacji, służbą zdrowia i innymi publicznymi instytucjami. Póki co nie zamierzam uczyć się jednak baskijskiego, bo byłoby tego dla mnie za dużo. Na co dzień rozmawiam po hiszpańsku, z serbskim bramkarzem Marko Dmitroviciem po chorwacku, a z innymi obcokrajowcami po angielsku.

Jak wyglądają relacje z kibicami, którzy w tym regionie słyną z miłości do swoich klubów?

Niestety ze względu na pandemię koronawirusa brakuje fanów na naszych meczach. Wiem, że tutaj na stadionach panuje niesamowita atmosfera, ale póki co w Hiszpanii nie miałem okazji przekonać się o tym. Mieszkam praktycznie naprzeciw stadionu San Mames, gdzie w mistrzostwach Europy mamy zagrać z Hiszpanią, a na co dzień występuje Athletic. Jeżeli przez okno wystawię telefon, to mógłbym nawet zrobić zdjęcie (śmiech). Na razie mogę się tylko domyślać, jaka panuje tam atmosfera. Wiem, że mieszkańcy Bilbao żyją wynikami swojego zespołu.

Jak się panu podoba ten obiekt?

Stadion jest przepiękny. Przejeżdzam obok niego każdego dnia. Marzy mi się występ na nim w biało-czerwonych barwach. Jednak przed nami dziewięć miesięcy, a w tym czasie wiele może się wydarzyć.

Czy transfer do Eibar konsultował pan z selekcjonerem Jerzym Brzęczkiem?

Nie, ale sztab szkoleniowy reprezentacji wiedział, że mam konkretną ofertę z tego klubu. Wcześniej rozmawiałem o tym z asystentem selekcjonera Tomaszem Mazurkiewiczem. Pojawiły się bowiem oferty również z Turcji, Niemiec i Grecji. Przede wszystkim kierowałem się opinią moich najbliższych: żony, rodziców, agenta. Konsultowałem to też z trenerem Nenadem Bjelicą. Każdy popierał mój wybór.

Czy dzięki temu transferowi pana pozycja w reprezentacji Polski będzie mocniejsza?

To już nie jest pytanie do mnie. Na razie głównie skupiam się na budowaniu swojej pozycji w klubie. Jeżeli w nim będę regularnie grał, to będzie sygnał dla selekcjonera, że warto na mnie stawiać.

Jak Hiszpanie oceniają reprezentację Polski jako rywala grupowego przyszłorocznych mistrzostw Europy?

No cóż, Baskowie nie utożsamiają się z reprezentacją Hiszpanii i nie śledzą jej wyników. Ostatnio chciałem obejrzeć mecz tej drużyny w Lidze Narodów, ale nie było to możliwe. Nikt nie potrafił mi powiedzieć, gdzie można obejrzeć to spotkanie. Baskowie najchętniej stworzyliby swoją reprezentację, która na pewno byłaby silną drużyną.

Rozmawiał: Marcin Cholewiński/PAP