Kilka dni temu reprezentacja Polski wróciła z mundialu w Katarze, po odpadnięciu w 1/8 finału, ale kwestie sportowe został zepchnięte przez temat m.in. premii, rzekomych konfliktów w kadrze i wielu innych spraw opisywanych w mediach.
To znaczy?
Razem wylatujemy - razem wracamy...
Jednak w 2006 roku, gdy odpadliście po fazie grupowej mundialu, z lotniska w Hanowerze wylatywało niewielu piłkarzy.
Jako prezes PZPN w latach 1999–2008 kilka razy podejmował pan decyzje dotyczące odwołania lub pozostania selekcjonerów reprezentacji Polski. Co teraz postanowiłby pan na miejscu Cezarego Kuleszy w sprawie Czesława Michniewicza?
Czechy, Albania, Wyspy Owcze, Mołdawia - awans z tego grona jest obowiązkiem.
A wracając do stylu biało-czerwonych na mundialu. Co pan zapamięta bardziej - obronę całym zespołem w meczach z Meksykiem i Argentyną czy bardzo dobrą pierwszą połowę z Francją?
Polskich piłkarzy już nie ma w Katarze, natomiast pozostał Szymon Marciniak. Czy doczekamy się drugiego polskiego sędziego w finale mistrzostw świata (Michał Listkiewicz był sędzią liniowym w finale MŚ 1990)?
Realnie - czy Marciniak ma szansę poprowadzić finał? Na razie wiemy, że pozostał na fazę pucharową turnieju.
A jak pan ocenia ogólnie poziom sędziowania w tych mistrzostwach? Obecnie jest łatwiej, bo każdy arbiter ma do pomocy VAR.
Na koniec - która z drużyn jest dla pana faworytem?
Rozmawiał Maciej Białek
bia/ krys/
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.