W finale "Sborna" zrewanżowała się gospodarzom za porażkę 0:3 w fazie grupowej, przy czym wówczas jej fiński trener Tuomas Sammelvuo posłał do boju teoretycznie drugą, słabszą szóstkę. Po pierwsze zaczynająca najpóźniej udział w turnieju finałowym jego drużyna miała w perspektywie mecze cztery dni z rzędu, a poza tym drugie miejsce w grupie oznaczało, że w półfinale trafi na Polskę, a nie na Brazylię.

Rosjanie wygrali z biało-czerwonymi 3:1, Amerykanie pokonali "Canarinhos" 3:2 i obie zwycięskie ekipy ponownie zmierzyły się w decydującym spotkaniu całego cyklu.

Tym razem Sammelvuo desygnował do gry podstawowy skład, a w jego drużynie próżno było szukać słabych punktów. Skutecznie zagrał Dmitrj Wołkow, który zdobył 17 punktów, trzy mniej dodał Jegor Kliuka, a akcje kończyli też często Iwan Jakowlew i Wiktor Połetajew. Gra miejscowych opierała się o Taylora Sandera i Matthew Andersona, odpowiednio, 20 i 19 pkt.

"To nasz wielki sukces, tym bardziej, że dwa tygodnie przed Final Six poświęciliśmy przede wszystkim na wypoczynek. W finale rozkręcaliśmy się z każdym meczem. To dobry prognostyk przed czekającymi nas kwalifikacjami olimpijskimi" - przyznał Sammelvuo, który od tego roku prowadzi rosyjskich siatkarzy.

Wcześniej w meczu o trzecie miejsce Polska wygrała z Brazylią 3:0. W tym meczu na ławce biało-czerwonych zabrakło trenera Vitala Heynena; zastąpił go Jakub Bednaruk. Belg opuścił USA niedługo przed spotkaniem i udał się do Zakopanego, gdzie podstawowi zawodnicy reprezentacji przygotowują się do sierpniowego turnieju kwalifikacyjnego i wrześniowych mistrzostw Europy.

Bartosz Bednorz zdobył w tym pojedynku 20 pkt, pieczętując pierwszą pozycję w klasyfikacji najlepiej punktujących zawodników turnieju finałowego. W czterech występach uzyskał 78. Aż o 21 wyprzedził Amerykanina Andersona.

W poprzednim sezonie biało-czerwoni zakończyli występ w Final Six LN na fazie grupowej. Na podium stanęli po trzeci biorąc pod uwagę Ligę Narodów i Ligę Światową, którą obecne rozgrywki przed rokiem zastąpiły.