Wszyscy zawodnicy pokazali dzisiaj tę samą charakterystykę – mieli dobre i złe momenty. Dlatego nasza gra falowała. Idealnym przykładem był Mateusz Bieniek. Po znakomitym pierwszym secie, w którym świetnie serwował, potem nie jestem pewien, czy zdobyliśmy jakikolwiek punkt po jego zagrywce. W tym meczu było wiele zwrotów i upadków - powiedział po meczu trener reprezentacji Polski Vital Heynen.

Reklama

To było spotkanie, jakiego się spodziewałem, choć miałem nadzieję, że będzie to wyglądać inaczej. Wiem, że w każdym meczu będziemy musieli walczyć. Wolałbym wygrywać wszystko 3:0, ale potem wracasz jednak do rzeczywistości i okazuje się, że masz dużo problemów - dodał.

Prezentujemy się tak, jak się spodziewałem. Może z Serbią zrobiliśmy coś wielkiego, ale dzięki walce, a nie jakości gry. To był niesamowity mecz. Na igrzyskach dobrze prezentowaliśmy się jeśli chodzi o zagrywkę, a teraz to najważniejszy element do poprawienia - zaznaczył Heynen.

Zwycięstwo w bólach

Reklama

Cieszę się, że wygraliśmy. Mistrzostwa Europy w tym roku pokazują, że faworyci często gubią punkty i przegrywają mecze, tracą sety. Wystarczy spojrzeć na Rosję czy Słowenię. Najważniejszy jest wynik, mamy trzy punkty, a jutro czeka nas kolejny mecz. Mam nadzieję, że nasza gra będzie coraz lepsza. Mogło być szybkie 3:0, ale my spuściliśmy trochę nogę z gazu, pozwoliliśmy się rozkręcić przeciwnikom. Im pomogło to, że grali bez żadnej presji, nie mieli nic do stracenia. Bawili się siatkówką i wychodziło im praktycznie wszystko. U nas rosła frustracja i dużym wyzwaniem było, aby zachować spokój. Na szczęście w końcówce zachowaliśmy zimną krew i przechyliliśmy szalę na swoją korzyść. Nasze zwycięstwo rodziło się w bólach - powiedział po meczu z Grecją Aleksander Śliwka, przyjmujący reprezentacji Polski: .

Na pewno nie jesteśmy w najwyższej formie. Ten turniej bierzemy z rozpędu. To jest nasz trzeci mecz po igrzyskach, więc trzeba brać to pod uwagę. Zaczynamy grę na odpowiednim poziomie energii i fantazji, potem gdzieś to spadło. Zdarza się to nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz - skomentował rozgrywający Fabian Drzyzga.