"Trzeba poważnie brać pod uwagę Japończyka Ryoyu Kobayashiego, chyba że przerwa świąteczna lekko go rozregulowała. Zapewne będą mocni Norwegowie Johann Andre Forfang i Robert Johansson oraz Niemcy z Karlem Geigerem i Andreasem Wellingerem na czele" – dodał.

Na pytanie, którego zawodnika uważa za najlepszego pod względem stylu, odpowiedział: "Znowu postawię na Kamila, a poza nim pięknie skaczą wszyscy Norwegowie, Kobayashi, Dawid Kubacki i starszy ze słoweńskich braci Prevców – Peter".

Graf zaczął skakać stylem V z powodu... kontuzji.

"W 1969 roku podczas treningu na małej skoczni (K-36) przy Owczych Skałach w Szklarskiej Porębie doznałem skręcenia stawu skokowego prawej nogi. Zalecono miesiąc gipsu, ale zdjąłem go po dwóch tygodniach. Kontuzja stała się przyczyną zmiany sposobu prowadzenia nart, które układałem na kształt litery V" – wyjaśnił.

Jak zaznaczył, trenerzy starali się oduczyć go szkodliwej - ich zdaniem - i nie rokującej sukcesów w przyszłości maniery. Kazano mu chodzić stopami do środka i montowano wiązania skierowane do wewnątrz, ale nie dawało to oczekiwanych przez nich rezultatów.

"A mnie dobrze skakało się nowym stylem, dzięki któremu lądowałem dalej od rywali, a lot był bezpieczniejszy. Sędziowie podzielali opinię szkoleniowców i z reguły otrzymywałem noty w granicach 14,5-16 pkt. Na przykład w zawodach w Karpaczu skakałem najdalej, ale zająłem dopiero czwarte miejsce" – zauważył.

Dodał, że lepsze odległości osiągał także dzięki bardzo mocnemu odbiciu na progu skoczni. W 1980 roku na Dużej Krokwi wylądował na 108. metrze.

Nie był to jeszcze czas na tak radykalne zmiany stylu i zabrakło dla Grafa miejsca w reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Lake Placid w 1980 roku.

"Trener kadry Tadeusz Kołder lojalnie uprzedzał, że mój sposób skakania wykluczy mnie z tej rywalizacji i nie mogłem mieć do nikogo żalu. Po prostu bawiłem się takimi skokami, chociaż wielu dawało mi do zrozumienia, że ich nie akceptują, a red. Jerzy Mrzygłód nazwał nawet mój styl rozpaczliwym" – powiedział.

W swojej karierze był zawodnikiem klubów Julia Szklarska Poręba, Śnieżka Karpacz i Legia Zakopane. Zakończył ją w 1982 roku i rozpoczął studia na wrocławskiej AWF. Dowiedział się wtedy, że ma problemy kardiologiczne i wstawiono mu sztuczną zastawkę. Ale nie zerwał ze swoją konkurencją, przez 8 lat przewodnicząc komisji skoków i kombinacji norweskiej Polskiego Związku Narciarskiego. Obecnie jest członkiem tej komisji.

Kilka lat po zakończeniu przez Grafa kariery Szwed Jan Bokloev zaczął skakać... stylem V i osiągał coraz większe sukcesy. Po raz pierwszy zastosował go, zresztą zupełnie przypadkowo, na skoczni w Falun. Źle wyszedł z progu, ale dzięki szerokiemu prowadzeniu nart wylądował dalej niż zwykle.

Bokloev miał zdecydowanie więcej szczęścia aniżeli Graf, bo udało mu się zainteresować swoim sposobem skakania zawodników światowej czołówki. W sezonie 1988/89 zdobył Puchar Świata, wyprzedzając Niemców Jensa Weissfloga i Dietera Thomę.

Graf, który w niedawnych wyborach samorządowych po raz drugi został burmistrzem Szklarskiej Poręby, jest gorącym orędownikiem udziału Karkonoszy w organizacji imprez najwyższej rangi.

"Na Polanie Jakuszyckiej w Szklarskiej Porębie powstaje ośrodek, który – mam nadzieję – okaże się najlepszy na świecie. Jestem przekonany, że wspólnie z Czechami i Niemcami moglibyśmy się ubiegać nawet o organizację zimowych igrzysk olimpijskich" – podsumował burmistrz Mirosław Graf.