Drugi występ Hurkacza w tegorocznej edycji US Open zaczynał się, gdy nad Flushing Meadows zachodziło słońce. Mecz toczył się w wyjątkowo pięknej scenerii, bo kort nr 12 znajduje się tuż przy Arthur Ashe Stadium, podświetlonym tego wieczoru na tęczowo.
- przyznał później 25-letni wrocławianin.
Kolorowo z jego perspektywy nie było jednak na korcie, bo Polak niespodziewanie - jego rywal jest 63 miejsca niżej w rankingu światowym - napotkał na silny opór Białorusina. Iwaszka przede wszystkim świetnie biegał i dochodził do niemal wszystkich piłek. Nie dysponował mocnym serwisem, ale w defensywie spisywał się bardzo dobrze.
- skomentował Hurkacz.
W drugim secie lepiej i bardziej cierpliwie budował akcje, ale Iwaszka nie odpuszczał. Hurkacz wyrównał jednak stan meczu dzięki przełamaniu w ostatnim gemie.
- tłumaczył podopieczny amerykańskiego trenera Craiga Boyntona.
Na trzecią partię Polak wyszedł po przerwie toaletowej. Ale zamiast odświeżonej postawy szybko przegrał swoje podanie i po chwili przegrywał już 0:2. Jak powiedział na konferencji po meczu, nie było to wynikiem braku koncentracji.
- przyznał wrocławianin.
Później wyszedł na prowadzenie 4:3, przy remisie 5:5 "uciekł spod topora", bo rywal miał dwie piłki na przełamanie. O wszystkim zdecydował tie-break - na początku błędy popełniał Iwaszka, a pod koniec Hurkacz, który ostatecznie przegrał 5-7. Set trwał 70 minut, czyli prawie tyle samo co cały czwartkowy mecz Igi Świątek ze Sloane Stephens.
- wskazał Polak.
Początek czwartego seta to kopia sytuacji z trzeciego. Iwaszka błyskawicznie przełamał Polaka i potem - mimo ambitnej postawy Hurkacza - podwyższył na 3:0. Tej przewagi już nie wypuścił z rąk. Białorusin wygrał jednak kolejne cztery piłki i cały mecz 3:1.
- dodał Polak.
Hurkacz nie ma dokładnie sprecyzowanych planów na dalszą część sezonu, ale - jak zdradził - z pewnością poleci szukać szczęścia do francuskiego Metz. Z Nowego Jorku wyjedzie niezadowolony.
Jestem zawiedziony jak ten turniej się potoczył. Cały czas się jednak rozwijam i szukam doświadczenia. Dziś dostałem cenną lekcję - podsumował.
Z Nowego Jorku dla PAP - Tomasz Moczerniuk